Brak nauczycieli w Polsce 2026 staje się jednym z najważniejszych problemów organizacyjnych przed nowym rokiem szkolnym. W połowie lipca w banku ofert pracy dla nauczycieli widniało ponad 20 tys. ogłoszeń, a dyrektorzy szkół tylko od początku miesiąca dodali blisko 11 tys. nowych ofert. Oznacza to, że szkoły nie czekają z rekrutacją do końca wakacji, lecz próbują domknąć plany lekcji już teraz, Santeos.pl podaje, powołując się na tvn24.pl.
Skala ogłoszeń pokazuje, że problem nie dotyczy pojedynczych placówek ani jednej specjalności. Wakatów szukają szkoły podstawowe, ponadpodstawowe, przedszkola i placówki specjalistyczne. Brakuje nauczycieli przedmiotowych, pedagogów, psychologów, specjalistów od edukacji włączającej oraz osób gotowych pracować w mniejszych miejscowościach.
Lipiec zwykle kojarzy się szkole z urlopami, remontami i spokojniejszą administracją. Tym razem dla wielu dyrektorów to czas nerwowego układania arkuszy organizacyjnych, rozmów telefonicznych i szukania osób, które od września wejdą do klas.

Z danych opisanych przez „Dziennik Gazetę Prawną” wynika, że nowe ogłoszenie pojawiało się średnio co około dwie minuty. Taki rytm publikacji pokazuje nie tylko liczbę brakujących osób, ale też presję czasu. Wrzesień nie przesuwa się razem z rekrutacją, a uczniowie muszą mieć lekcje niezależnie od tego, czy szkoła znalazła komplet kadry.
Gdzie brakuje nauczycieli najbardziej
Najwięcej ofert pracy dla nauczycieli odnotowano w województwie mazowieckim. W połowie lipca było tam 4206 wakatów. Drugie miejsce zajęła Małopolska z 2464 ofertami, a kolejne Dolny Śląsk i Śląsk, gdzie wskazano odpowiednio 1696 oraz 1660 wakatów.
To nieprzypadkowy układ. Duże województwa mają więcej szkół, większy ruch ludności, wyższe koszty życia w miastach i silniejszą konkurencję innych branż. Warszawa, Kraków, Wrocław czy aglomeracja śląska dają nauczycielom alternatywy poza oświatą, zwłaszcza osobom znającym języki, informatykę, matematykę albo pracującym z dziećmi i młodzieżą.
| Województwo | Liczba ofert pracy dla nauczycieli | Sytuacja kadrowa |
|---|---|---|
| Mazowieckie | 4206 | największa liczba wakatów |
| Małopolskie | 2464 | bardzo duży popyt na kadrę |
| Dolnośląskie | 1696 | silna presja w dużych miastach |
| Śląskie | 1660 | wysoka liczba ofert w regionie zurbanizowanym |
| Kujawsko-pomorskie | 555 | mniej ofert, ale problem nadal widoczny |
| Świętokrzyskie | 419 | najniższa wskazana liczba ogłoszeń |
Wakaty dla nauczycieli w województwie świętokrzyskim i kujawsko-pomorskim są niższe liczbowo, ale to nie znaczy, że dyrektorzy mogą spać spokojnie. Mniejsza liczba ogłoszeń może wynikać z mniejszej sieci szkół, innej struktury demograficznej albo mniejszej liczby dużych miast. W praktyce jedna nieobsadzona specjalność w małej miejscowości potrafi zablokować cały plan lekcji.
„Liczba wakatów nie mówi wszystkiego. W dużym mieście łatwiej opublikować wiele ofert, ale w małej gminie brak jednego nauczyciela matematyki, fizyki albo języka obcego może być dla dyrektora problemem krytycznym” — komentuje ekspert ds. zarządzania oświatą.
Dyrektorzy proszą o zgody na zatrudnianie bez kwalifikacji
Najbardziej niepokojący jest nie tylko poziom ogłoszeń, lecz także liczba wniosków o zgodę na zatrudnienie nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji. Z zestawień obejmujących 13 województw wynika, że dyrektorzy szkół złożyli łącznie 49 261 takich wniosków. Kuratoria wydały 37 873 zgody.
Tego typu rozwiązanie istnieje jako awaryjna furtka, gdy szkoła nie może znaleźć osoby spełniającej pełne wymagania formalne. Nie powinno być jednak stałym mechanizmem łatania systemu. Jeżeli dyrektorzy masowo korzystają z takiej ścieżki, oznacza to, że braki kadrowe wyszły poza zwykłą rotację pracowników.
Nauczyciele bez kwalifikacji nie zawsze oznaczają osoby przypadkowe. Czasem chodzi o specjalistów z danej dziedziny, studentów końcowych lat studiów, osoby z praktyką zawodową albo pracowników, którzy uzupełniają dokumenty formalne. Mimo to szkoła musi zachować ostrożność, bo kwalifikacje nauczycielskie obejmują nie tylko wiedzę przedmiotową, ale też przygotowanie pedagogiczne, pracę z klasą i odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczniów.
Najczęstsze powody sięgania po takie rozwiązania to:
- brak kandydatów z pełnymi kwalifikacjami;
- nagłe odejścia nauczycieli przed początkiem roku szkolnego;
- niskie zainteresowanie ofertami w małych miejscowościach;
- trudności z obsadą matematyki, fizyki, informatyki i języków obcych;
- rosnące zapotrzebowanie na specjalistów psychologiczno-pedagogicznych;
- konkurencja wynagrodzeń poza szkołą;
- niepełne etaty, które trudno połączyć w atrakcyjną ofertę pracy.
„Zgoda kuratora nie powinna być traktowana jak zwykły element rekrutacji. To narzędzie wyjątkowe, które ma chronić ciągłość nauki, gdy szkoła nie znajduje nauczyciela z pełnym przygotowaniem” — ocenia były dyrektor szkoły podstawowej.
Dlaczego szkoły mają coraz większy problem z kadrą
Przyczyny braków nauczycieli są nakładające się i nie da się ich sprowadzić do jednego powodu. Pensje, prestiż zawodu, obciążenie biurokracją, odpowiedzialność wychowawcza i praca emocjonalna tworzą pakiet, który dla wielu młodych osób nie jest atrakcyjny. Część absolwentów kierunków nauczycielskich wybiera firmy prywatne, korepetycje, administrację albo pracę zdalną.
Duże miasta mają własny problem: koszty życia. Nauczyciel rozpoczynający karierę w Warszawie czy Krakowie konkuruje o mieszkanie, transport i codzienne wydatki z pracownikami sektorów płacących więcej. Nawet jeśli szkoła oferuje stabilność, nie zawsze rekompensuje ona presję finansową.
System oświaty potrzebuje ludzi dobrze przygotowanych, odpornych psychicznie i gotowych do stałego uczenia się. Tych samych ludzi próbuje zatrzymać rynek prywatny, często oferując prostsze ścieżki awansu i mniej pracy po godzinach.
Znaczenie ma też demografia kadry. W wielu szkołach pracują nauczyciele z dużym stażem, a młodsze osoby nie wchodzą do zawodu w wystarczającej liczbie. Gdy starsi pedagodzy odchodzą na emeryturę, dyrektorzy nie zawsze mają kogo zatrudnić na ich miejsce. To szczególnie widoczne w przedmiotach ścisłych, językach obcych i edukacji specjalnej.
Co brak nauczycieli oznacza dla uczniów i rodziców
Dla uczniów brak nauczycieli nie jest abstrakcyjną statystyką. Może oznaczać zastępstwa, zmiany planu lekcji, łączenie grup, opóźnienia w realizacji materiału albo częstsze godziny okienkowe w szkołach ponadpodstawowych. Najtrudniej jest tam, gdzie wakat dotyczy przedmiotu egzaminacyjnego.
Rodzice odczuwają problem inaczej. Zamiast pytać wyłącznie o podręczniki i plan zajęć, coraz częściej pytają, kto poprowadzi matematykę, język polski, chemię albo język angielski. W szkołach podstawowych ważne są także opieka świetlicowa, pedagog, psycholog i nauczyciele wspomagający. Brak jednej osoby może uruchomić serię zmian w całej organizacji dnia.
Kryzys kadrowy w szkołach może mieć szczególnie mocny wpływ na uczniów, którzy potrzebują stałości. Dotyczy to dzieci z orzeczeniami, uczniów po trudnościach emocjonalnych, klas przygotowujących się do egzaminu ósmoklasisty i maturzystów. Nowy nauczyciel w połowie roku potrafi pomóc, ale ciągła rotacja utrudnia budowanie zaufania i rytmu pracy.
„Uczeń nie liczy wakatów w skali województwa. On widzi, że przez miesiąc nie ma stałego nauczyciela, że lekcje prowadzą różne osoby albo że materiał idzie nierówno. To właśnie na poziomie klasy kryzys kadrowy staje się realny” — mówi pedagog szkolny.
Przedszkola i specjaliści też są częścią problemu
Dyskusja o brakach kadrowych często koncentruje się na szkołach podstawowych i średnich, ale niedobory dotykają również przedszkoli. Tam problem jest szczególnie wrażliwy, bo praca z najmłodszymi dziećmi wymaga przygotowania, cierpliwości i dużej odpowiedzialności. Nie chodzi tylko o prowadzenie zajęć, lecz także o opiekę, komunikację z rodzicami i szybkie reagowanie na potrzeby rozwojowe.
Brakuje również specjalistów. Psycholog szkolny, pedagog specjalny, logopeda czy terapeuta nie są dodatkiem do systemu. Dla wielu dzieci to osoby, które pomagają przejść przez trudności emocjonalne, diagnozy, konflikty rówieśnicze i problemy z nauką. Jeżeli szkoła nie może ich zatrudnić, ciężar spada na wychowawców, rodziców i poradnie.
Szczególnie trudne bywa ułożenie etatu z kilku małych części. Specjalista może dostać propozycję kilku godzin w jednej placówce i kilku w drugiej, ale taka praca wymaga dojazdów, elastyczności i znosi część stabilności. Dla wielu kandydatów pełny etat poza szkołą jest po prostu łatwiejszy organizacyjnie.
Czy wrzesień przyniesie poprawę
Część ogłoszeń zniknie przed początkiem roku szkolnego, bo dyrektorzy podpiszą umowy, połączą godziny albo znajdą osoby przez kontakty lokalne. Nie oznacza to jednak, że problem zniknie. Jeżeli szkoła domyka plan lekcji dzięki awaryjnym zgodom, niepełnym etatom i zastępstwom, system formalnie działa, ale pozostaje napięty.

Najtrudniejsze będą najbliższe tygodnie. W sierpniu część kandydatów wraca z urlopów, część zmienia decyzje zawodowe, a szkoły otrzymują ostateczne informacje o liczbie uczniów, oddziałach i godzinach. To czas, gdy dyrektorzy próbują dopiąć plan, zanim pojawią się rodzice i uczniowie z pytaniami o pierwsze lekcje.
W praktyce przed rokiem szkolnym warto obserwować kilka sygnałów:
- liczba nieobsadzonych godzin w danej szkole;
- rotacja nauczycieli przedmiotów egzaminacyjnych;
- brak specjalistów psychologiczno-pedagogicznych;
- liczba zastępstw stałych już na początku roku;
- informacja, czy część lekcji prowadzą osoby za zgodą kuratora;
- przeciążenie nauczycieli, którzy biorą dodatkowe godziny.
Oferty pracy dla nauczycieli będą pojawiać się jeszcze przez całe wakacje. Część placówek znajdzie kadrę dopiero tuż przed pierwszym dzwonkiem, a część będzie uzupełniać braki już po rozpoczęciu roku. To scenariusz niekomfortowy, ale coraz częściej obecny w polskiej oświacie.
Najważniejsze dane dla rodziców i szkół
W połowie lipca bank ofert pracy pokazywał ponad 20 tys. ogłoszeń dla nauczycieli, a od początku miesiąca przybyło ich blisko 11 tys. Największe braki wskazano w województwie mazowieckim, małopolskim, dolnośląskim i śląskim. Najniższe liczby w przytoczonym zestawieniu dotyczyły województw świętokrzyskiego i kujawsko-pomorskiego, choć również tam dyrektorzy zgłaszają trudności z pełną obsadą kadry.
Najbardziej alarmująca pozostaje liczba wniosków o zatrudnianie osób bez wymaganych kwalifikacji. Ponad 49 tys. wniosków i blisko 38 tys. zgód pokazuje, że szkoły coraz częściej korzystają z rozwiązań awaryjnych. Brak nauczycieli w Polsce 2026 to już nie tylko temat dla kuratoriów i dyrektorów, ale problem, który może przełożyć się na codzienny plan lekcji, przygotowanie do egzaminów i stabilność pracy całych klas.
