Susza, rekordowo niskie poziomy rzek i kolejna fala upałów ograniczają produkcję energii w środkowej oraz południowo-wschodniej Europie. Największe problemy dotyczą Węgier, Rumunii i Serbii, lecz połączony system elektroenergetyczny sprawia, że skutki awarii mogą przekraczać granice poszczególnych państw, Santeos.pl podaje, powołując się na money.pl.
Węgierska elektrownia jądrowa w Paks pracowała 3 sierpnia 2026 roku z mocą około 240 MW, czyli nieco ponad 10 proc. nominalnych możliwości. Pełne wyłączenie zostało czasowo odsunięte, ale może nastąpić w kolejnych dniach, jeśli poziom Dunaju nadal będzie spadał. Równocześnie elektrownie wodne w Serbii notują historycznie niską produkcję, a Rumunia uzupełnia niedobory energii importem.
Materiał źródłowy wskazuje, że zagrożenie obejmuje kilka połączonych systemów energetycznych jednocześnie. Taki układ zwiększa ryzyko przenoszenia się zakłóceń z jednego kraju do kolejnych.

Niski poziom Dunaju ogranicza produkcję energii
Przyczyną obecnego kryzysu energetycznego w Europie nie jest pojedyncza awaria, lecz połączenie długotrwałej suszy, wysokich temperatur i rosnącego zapotrzebowania na prąd. Elektrownie jądrowe oraz cieplne potrzebują dużych ilości wody do chłodzenia, natomiast elektrownie wodne są bezpośrednio uzależnione od przepływu rzek.
Poziom Dunaju w Budapeszcie spadł 3 sierpnia do około 10 cm, znacznie poniżej poprzedniego rekordu wynoszącego 33 cm. Prognozy nie wskazywały na szybkie nadejście opadów, a temperatury w regionie miały przekraczać 38 stopni Celsjusza. Jednocześnie rosło zużycie energii przez klimatyzację, urządzenia chłodnicze i przemysł.
Niski poziom rzeki ogranicza możliwość chłodzenia reaktorów. Upał zwiększa zapotrzebowanie na energię. Te dwa zjawiska występują obecnie w tym samym czasie.
Problem dotyczy nie tylko samego przepływu. Wysoka temperatura wody zmniejsza skuteczność chłodzenia i może utrudnić spełnienie norm środowiskowych dotyczących odprowadzania podgrzanej wody z elektrowni. Operatorzy muszą wówczas redukować moc bloków albo całkowicie je zatrzymywać.
Elektrownia Paks pracuje na ułamku mocy
Węgierska elektrownia jądrowa Paks ma cztery bloki i nominalną moc wynoszącą około 2 GW. W normalnych warunkach dostarcza blisko połowę energii elektrycznej zużywanej na Węgrzech, dlatego jej ograniczenie natychmiast wpływa na bilans całego kraju.
Na początku sierpnia trzy bloki zostały już odłączone, a ostatnia turbina produkowała około 240 MW. Węgierskie władze zapowiadały możliwość pełnego wyłączenia elektrowni później w tym samym tygodniu. Powrót do normalnej pracy będzie zależał od poziomu i temperatury wody w Dunaju.
„Przed nami pięć najtrudniejszych dni” – ostrzegł premier Węgier Péter Magyar.
W odpowiedzi na niedobór mocy władze zaapelowały do gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw o dobrowolne ograniczenie poboru energii. Do akcji przyłączyło się ponad 300 firm. Według danych przekazanych przez węgierski rząd zużycie prądu spadło w niedzielę o około 700 MW, co odpowiada produkcji półtora bloku w Paks.
Oszczędności zmniejszyły presję na sieć, lecz nie zastępują utraconej produkcji przez dłuższy okres.
Węgry muszą zwiększać import energii, ale podobne problemy występują również w państwach, od których mogłyby kupować prąd. To właśnie regionalny charakter kryzysu odróżnia obecną sytuację od lokalnej awarii jednego zakładu.
Serbia i Rumunia także tracą dostępne moce
Serbskie elektrownie wodne odpowiadają za około 18 proc. rocznej produkcji energii elektrycznej w kraju. Elektrownia Đerdap I pracuje obecnie na poziomie około 20 proc. możliwości, a Đerdap II wykorzystuje około 30 proc. dostępnej mocy. Tak niskiej produkcji nie notowano tam od ponad dwóch dekad.
Instalacje położone na granicy Serbii i Rumunii tworzą wspólny kompleks energetyczny znany jako Żelazne Wrota. Ograniczony przepływ Dunaju uderza więc jednocześnie w systemy obu państw.
W Rumunii jeden z dwóch bloków elektrowni jądrowej Cernavodă został odłączony od sieci. Kraj stracił w ten sposób około 650 MW mocy netto i musiał zwiększyć import energii. Władze prowadziły działania mające poprawić dopływ wody do kanału chłodzącego drugi reaktor, który pozostał w pracy.
| Państwo | Główne źródło problemu | Skutek dla energetyki |
|---|---|---|
| Węgry | rekordowo niski poziom Dunaju | Paks pracuje z mocą około 240 MW |
| Serbia | ograniczony przepływ rzek | Đerdap I wykorzystuje około 20 proc. mocy |
| Rumunia | problemy z chłodzeniem Cernavodă | jeden blok odłączony, wzrost importu |
| Chorwacja | susza i spadek produkcji hydroelektrowni | większe zapotrzebowanie na energię z innych źródeł |
| Bułgaria | napięty bilans regionalny | mniejsze możliwości uzyskania pomocy od sąsiadów |
Chorwacja również odczuwa skutki suszy, ponieważ ponad połowę jej energii mogą dostarczać elektrownie wodne. Dodatkowym problemem jest położona na granicy ze Słowenią elektrownia jądrowa Krško, której system chłodzenia zależy od przepływu i temperatury wody w Sawie.
Jak może powstać blackout kaskadowy
Europejskie sieci przesyłowe działają synchronicznie z częstotliwością zbliżoną do 50 Hz. Produkcja musi stale odpowiadać zużyciu, ponieważ energii elektrycznej nie można magazynować w sieci w dowolnej ilości.

Gdy kilka dużych elektrowni jednocześnie ogranicza produkcję, operatorzy uruchamiają rezerwy, import i mechanizmy redukcji zapotrzebowania. Jeżeli dostępne zabezpieczenia nie wystarczą, częstotliwość zaczyna spadać. Automatyka odłącza wtedy wybrane urządzenia lub fragmenty sieci, aby powstrzymać większą awarię.
Blackout kaskadowy może przebiegać w kilku etapach:
- Duża elektrownia albo kilka bloków jednocześnie traci moc.
- Brakująca energia jest pobierana z sąsiednich systemów.
- Połączenia transgraniczne i elektrownie rezerwowe zbliżają się do limitów.
- Kolejna awaria lub wzrost zapotrzebowania powoduje spadek częstotliwości.
- Automatyka zabezpieczająca odłącza następne elementy sieci.
- Zakłócenie obejmuje coraz większy obszar.
„Mamy zagrożonych kilka systemów położonych w jednym regionie” – ocenił ekspert energetyczny Jakub Wiech.
Połączenie krajowych sieci zwykle zwiększa bezpieczeństwo, ponieważ umożliwia import energii. Podczas równoczesnego niedoboru w kilku państwach te same połączenia mogą jednak przenosić przeciążenia. Granice techniczne sieci stają się wtedy równie istotne jak dostępność elektrowni.
Czy Polsce grozi blackout
Polskie Sieci Elektroenergetyczne nie widziały 3 sierpnia bezpośredniego zagrożenia przerwami w dostawach prądu. Operator podkreślił, że zna problemy Węgier i Rumunii z wyprzedzeniem, dzięki czemu może przygotować działania zabezpieczające.
Nie oznacza to całkowitego odizolowania Polski od kryzysu. Spadek częstotliwości w połączonym europejskim systemie byłby widoczny również w krajowej sieci i uruchomiłby procedury awaryjne. Automatyka może ograniczyć przepływy transgraniczne, odłączyć wybrane odbiory przemysłowe albo zwiększyć produkcję dostępnych bloków.
„Na razie nie widać takiego ryzyka” – przekazał przedstawiciel PSE Wojciech Krzyczkowski.
Minister energii Miłosz Motyka zapewnił, że polski system jest przygotowany na prognozowane temperatury. Ocenił również, że Polska może pełnić funkcję eksportera energii dla państw dotkniętych niedoborami, o ile pozwolą na to krajowe rezerwy i sytuacja w sieci.
Bezpieczeństwo energetyczne Polski opiera się obecnie na elektrowniach węglowych, gazowych, odnawialnych źródłach energii, imporcie oraz mechanizmach rynku mocy. Każdy z tych elementów ma jednak własne ograniczenia podczas długotrwałych upałów.
Polskie elektrownie także odczuwają suszę
Część polskich elektrowni konwencjonalnych ogranicza pracę z powodu wysokiej temperatury i niskiego poziomu wód. Problem dotyczy przede wszystkim bloków wykorzystujących rzeki do chłodzenia. PSE informują, że mimo tych ograniczeń system posiada obecnie wymaganą rezerwę mocy.
Elektrownie Połaniec i Kozienice korzystają z wody Wisły. Przy dalszym spadku poziomu rzeki albo wzroście temperatury wody ich dostępna moc może się zmniejszać. Starsze bloki cieplne są także bardziej podatne na awarie podczas długiej pracy przy wysokim obciążeniu.
Fotowoltaika odciąża system w ciągu słonecznego dnia, lecz jej produkcja szybko maleje wieczorem. Wysokie temperatury dodatkowo obniżają sprawność paneli, które najlepsze parametry osiągają przy temperaturze niższej niż podczas obecnych fal upałów.
Najbardziej wymagający okres zaczyna się po zachodzie słońca, gdy spada generacja z fotowoltaiki, a klimatyzatory i urządzenia chłodnicze nadal pobierają dużo energii.
Wiatr może uzupełnić brakującą moc, ale jego produkcja zależy od warunków pogodowych. Stabilność zapewnia więc nie jedno źródło, lecz dostępność kilku technologii, rezerw i połączeń z sąsiednimi krajami.
Co może zrobić operator sieci
PSE posiadają narzędzia, które można uruchamiać stopniowo wraz ze wzrostem obciążenia. Obejmują one zwiększenie produkcji jednostek pozostających w rezerwie, zmianę handlowych przepływów energii, wykorzystanie pomocy międzyoperatorskiej oraz wezwanie uczestników rynku mocy.
Okres przywołania na rynku mocy oznacza, że elektrownie, magazyny energii i podmioty redukujące zapotrzebowanie muszą wykonać zakontraktowany obowiązek. Firmy uczestniczące w tym mechanizmie mogą czasowo ograniczyć pobór, natomiast jednostki wytwórcze mają dostarczyć zadeklarowaną moc.
PSE skorzystały z tego rozwiązania 30 czerwca 2026 roku w godzinach od 18.00 do 22.00. Operator zaznaczył wówczas, że mechanizm nie powodował utrudnień dla gospodarstw domowych, poza odbiorcami uczestniczącymi w rynku mocy jako jednostki redukcji zapotrzebowania.
Najważniejsze zabezpieczenia polskiego systemu to:
- dostępna rezerwa w elektrowniach konwencjonalnych;
- produkcja z fotowoltaiki i energetyki wiatrowej;
- rynek mocy oraz dobrowolna redukcja zapotrzebowania;
- wymiana energii z sąsiednimi systemami;
- automatyka chroniąca sieć przed spadkiem częstotliwości;
- możliwość czasowego ograniczenia eksportu.
Najtrudniejsze będą godziny wieczorne
Obecne dane nie wskazują na bezpośrednie ryzyko blackoutu w Polsce. Zagrożenie regionalne pozostaje jednak realne, ponieważ Węgry, Serbia i Rumunia tracą moce wytwórcze w tym samym czasie, a upał zwiększa zużycie energii w całej części Europy.
Największym testem będą wieczory, gdy produkcja fotowoltaiczna spada niemal do zera. Polska dysponuje rezerwami i procedurami obronnymi, lecz dalsze obniżanie poziomu rzek może ograniczyć pracę kolejnych elektrowni. Decydujące będą dostępność bloków konwencjonalnych, siła wiatru, poziom krajowego zapotrzebowania oraz możliwość bezpiecznego eksportowania energii do sąsiadów.
