W czwartek rano mieszkańcy północnej części Pomorza zgłaszali dwa bardzo głośne huki, które wiele osób odebrało jak wybuchy. Zgłoszenia napływały zarówno z Trójmiasta, jak i z okolicznych miejscowości, a służby odnotowały ich wyjątkowo dużo w krótkim czasie. Sytuacja wywołała niepokój, bo wstrząsy były odczuwalne na większym obszarze. W takich momentach najtrudniejsze jest to, że dźwięk rozchodzi się daleko, a ludzie nie widzą, co dokładnie go spowodowało. Wstępne informacje wskazywały jednak, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, Santeos.pl podaje, powołując się na dziennikbaltycki.pl.
Lokalni samorządowcy i służby niemal równolegle zaczęli uspokajać mieszkańców, choć sami przyznawali, że nie mają pełnego obrazu zdarzenia. Podkreślano, że zjawisko mogło mieć związek z przelotem samolotów wojskowych. W rozmowach mieszkańców pojawiały się różne hipotezy, ale dominowało pytanie o jedno: wybuch Gdynia – przyczyna i czy sytuacja jest pod kontrolą.

Komunikaty służb i władz po zgłoszeniach mieszkańców
Służby potwierdziły, że otrzymują wiele zgłoszeń dotyczących głośnych dźwięków w rejonie Trójmiasta i w pobliskich miejscowościach. W jednym z komunikatów lokalne władze wskazały, że z dostępnych informacji wynika, iż mogło chodzić o przelot dwóch myśliwców startujących z bazy lotniczej w Malborku. Hałas miał być związany z lotem z dużą prędkością, co bywa odczuwalne akustycznie na znacznych obszarach. Dla mieszkańców brzmiało to jak dwa następujące po sobie „uderzenia”, dlatego skojarzenie z wybuchem było naturalne.
Jednocześnie zwracano uwagę, że w takich sytuacjach kluczowe są procedury bezpieczeństwa. „Przelot myśliwców miał się odbyć zgodnie z procedurami obowiązującymi przy tego typu zadaniach” – to przekaz, który pojawiał się w oficjalnych wyjaśnieniach. Jeden z mieszkańców okolic Trójmiasta relacjonował: „Najpierw jeden huk, po chwili drugi. Okna zadrżały i przez moment człowiek nie wiedział, co się dzieje”. Tego typu opisy powtarzały się w wielu zgłoszeniach, co dodatkowo podbiło napięcie.
Wojsko potwierdza „loty operacyjne” w rejonie Trójmiasta
W późniejszej aktualizacji major Ewa Złotnicka, zastępca rzecznika prasowego Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, potwierdziła, że w rejonie Trójmiasta realizowano loty operacyjne. Powodem miały być loty wykonywane na Bałtyku przez wojskowe jednostki Federacji Rosyjskiej. Rzeczniczka nie podała szczegółów, tłumacząc to względami bezpieczeństwa prowadzonych działań. „Nie chcemy dawać pożywki tym, którzy nas obserwują” – tak miała komentować mjr Złotnicka.
Jednocześnie podkreślono, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. To ważna informacja, bo w takich sytuacjach obawy mieszkańców często idą w stronę ryzyka incydentu na granicy lub w strefie przybrzeżnej. Ekspert ds. bezpieczeństwa lotniczego, cytowany w rozmowach branżowych przy podobnych zdarzeniach, zauważa, że przełamanie bariery dźwięku może wywołać efekt akustyczny odczuwalny nawet kilkadziesiąt kilometrów dalej. To zjawisko bywa mylone z eksplozją, bo „uderza” nagle i mocno.

Co mogło spowodować huki: przelot myśliwców i bariera dźwięku
Według wstępnych ustaleń najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada niski przelot dwóch myśliwców, które mogły przełamać barierę dźwięku. Mjr Maciej Kędzierski, rzecznik prasowy 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku, zaznaczył, że nie były to samoloty MiG z malborskiej jednostki. To o tyle istotne, że część mieszkańców automatycznie łączyła zdarzenie z polskimi maszynami stacjonującymi w regionie. W komunikatach podkreślano jednak, że nie ma potwierdzenia, by chodziło o polskie MiGi.
Równolegle pojawiły się nieoficjalne informacje, że mogły to być niemieckie Eurofightery stacjonujące na tym samym lotnisku. Ten wątek nie został wprost potwierdzony w oficjalnych kanałach, a na formalne stanowisko w tej sprawie wciąż oczekiwano. W praktyce dla mieszkańców najważniejsze jest, że służby nie mówią o zagrożeniu, a o kontrolowanych działaniach. To nie usuwa stresu, ale tłumaczy, dlaczego huki były tak mocne i dlaczego pojawiły się „jeden po drugim”.
Najczęstsze pytania mieszkańców: co robić, gdy słychać takie wstrząsy
W podobnych sytuacjach ludzie szukają prostych wskazówek, zwłaszcza gdy w krótkim czasie słyszą kilka głośnych uderzeń. Specjaliści od zarządzania kryzysowego podkreślają, że najważniejsze jest sprawdzenie oficjalnych komunikatów służb i unikanie rozpowszechniania niepotwierdzonych informacji. Pomaga też zanotowanie godziny zdarzenia i miejsca, bo to ułatwia weryfikację zgłoszeń. Jeżeli ktoś podejrzewa realne zagrożenie, powinien kontaktować się ze służbami w sposób uporządkowany, bez „zalewania” numerów alarmowych powtarzalnymi informacjami. Czasem wystarczy jedno, precyzyjne zgłoszenie zamiast wielu emocjonalnych telefonów.
Warto pamiętać o kilku praktycznych krokach, które często rekomendują lokalne centra bezpieczeństwa w sytuacji nagłych zjawisk akustycznych:
- zanotuj dokładną godzinę i krótko opisz, co było słychać (jeden huk czy dwa następujące po sobie),
- sprawdź, czy nie ma oficjalnych komunikatów lokalnych władz lub służb,
- nie rozpowszechniaj „pewników”, jeśli to tylko domysły,
- zachowaj spokój, jeśli służby informują o braku naruszenia przestrzeni powietrznej.
Co wiadomo na ten moment o „wybuch Gdynia przyczyna”
Na obecnym etapie przekaz instytucji jest spójny w kilku kluczowych punktach. Po pierwsze, służby otrzymały dużo zgłoszeń z rejonu Trójmiasta i okolic, a mieszkańcy odczuli dwa następujące po sobie wstrząsy. Po drugie, wojsko potwierdziło loty operacyjne w rejonie Trójmiasta, wiążąc je z aktywnością wojskowych jednostek Federacji Rosyjskiej nad Bałtykiem. Po trzecie, podkreślono, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, a przeloty miały przebiegać zgodnie z procedurami. Dlatego dziś najbliżej prawdy jest wyjaśnienie, że huki były efektem działań lotniczych i bardzo dużej prędkości maszyn, a nie zdarzenia na ziemi.
Jednocześnie część informacji, jak ewentualny udział niemieckich Eurofighterów, pozostaje na poziomie nieoficjalnych doniesień. Dla mieszkańców kluczowe jest jednak to, że nie ma sygnałów o zagrożeniu bezpośrednim, a instytucje odpowiadają na pytania i uspokajają sytuację. W wielu domach temat zapewne jeszcze długo będzie wracał w rozmowach, bo dźwięk był na tyle mocny, że trudno go „zignorować” jak zwykły przelot. Takie zdarzenia przypominają, że w regionach przybrzeżnych i w pobliżu baz lotniczych akustyczne skutki operacji mogą być po prostu odczuwalne.
