Coraz więcej pracowników sklepów Dino zgłasza zastrzeżenia dotyczące warunków pracy w tej sieci. Po objęciu marketów Dino działaniem międzyzakładowej organizacji związkowej OPZZ Konfederacja Pracy, związek poinformował o „ogromnej liczbie zgłoszeń” dotyczących nieprawidłowości, Santeos.pl podaje, powołując się na tokfm.pl.
Według przekazywanych relacji problemy mają dotyczyć zarówno organizacji pracy, jak i sposobu rozliczania premii oraz presji na wyniki. Związkowcy opisali sytuacje, w których na sklepie pracują nawet tylko dwie osoby, a pracownicy mają być zmuszani do nadgodzin. Te sygnały skłoniły organizację do podjęcia dalszych działań.
Presja na kasie i „procenty” sprzedawcy
Kasjerki, które zgodziły się opowiedzieć o pracy w Dino anonimowo, mówią o stałej kontroli tempa kasowania. Jedna z nich relacjonuje, że pracownicy mają mieć minimum 20 proc. wydajności, co w praktyce oznacza 20 artykułów na minutę. Jak podkreśla, liczy się szybkość, a nie komfort klienta, nawet jeśli w pośpiechu trzeba odkładać zakupy na bok lub kasować kolejną osobę zanim poprzednia zdąży się spakować. Według jej słów brak spełnienia norm kończy się rozmowami dyscyplinującymi, a nawet „karą” w postaci wysyłania do wsparcia w innych marketach. Pracownica zaznacza przy tym, że nie podpisywała umowy o pracę na akord, a mimo to presja ma być codziennością.

Z relacji kasjerek wynika, że tempo narzucane na kasie odbija się również na obsłudze klientów. Pracownica mówi wprost, że w takim systemie trudno zachować standard, który kojarzy się z uprzejmą i spokojną obsługą. Zdarza się, że klient nie zdąży spakować zakupów, a kasjerka musi już „czyścić” przestrzeń i przechodzić do kolejnych produktów. W jej ocenie takie warunki prowadzą do sytuacji, w której klient może poczuć się źle traktowany. Dodatkowo pojawia się wątek rozliczania ewentualnych braków na kasie, które — według relacji — pracownicy mają pokrywać z własnej kieszeni.
„Pracujemy za kilka osób” i braki kadrowe
Kolejnym często powtarzającym się zarzutem jest zbyt mała obsada na zmianach. Kasjerki mówią, że standardem ma być praca w trzy osoby na cały market, a w okresie przedświątecznym bywa to cztery osoby. W innych sklepach, jak wynika z relacji, zdarza się nawet dwuosobowa obsada zmiany. W praktyce jedna osoba stoi na kasie, druga obsługuje dział mięsny, a trzecia — prowadząca zmianę — ma wykonywać pozostałe obowiązki, w tym towarowanie sklepu i dokumentację. Pracownice zwracają uwagę, że osoby „funkcyjne” często nie mają formalnych dodatków za szerszy zakres zadań, a ewentualne premie mają być rzadkie i niewielkie.
W rozmowach powraca temat wynagrodzeń, które — według pracownic — nie odpowiadają skali obowiązków. Jedna z kasjerek podaje przykład premii w wysokości 2,18 zł za cały miesiąc, określając to jako upokarzające. Inna mówi o pensji rzędu 3600 zł „na rękę” za miesiąc pracy, podkreślając jednocześnie, że w tym czasie wykonuje się zadania kilku osób z powodu braków kadrowych. W tle pojawia się narracja „szybciej, więcej”, która ma dominować w komunikacji przełożonych. Kasjerki zaznaczają też, że presja idzie „z góry”, a kierownicy sklepu sami mają być rozliczani z wyników.
Ciężar fizyczny i dłuższe zmiany
Praca w Dino w relacjach pracownic nie ogranicza się do kasowania. Padają opisy codziennego dźwigania towaru, szczególnie na dziale mięsnym, gdzie jedna osoba ma zdejmować ciężkie pojemniki ustawiane wysoko. Sprzedawczyni z województwa łódzkiego mówi o pojemnikach ważących 27 kg oraz o sytuacjach, gdy koleżanki kończyły na zwolnieniach po problemach z kręgosłupem. Do tego dochodzą zmiany dłuższe niż osiem godzin, np. od 14:15 do 23:00, a w inne dni nawet od 13:00 do 23:00. Pracownice podkreślają, że przy takiej intensywności cierpią stawy i nadgarstki, a fizyczne zmęczenie kumuluje się z obciążeniem psychicznym.
Wśród najbardziej niepokojących wątków pojawiają się relacje o negatywnym podejściu do zwolnień lekarskich. Jedna z pracownic mówi, że już na starcie usłyszała hasło: „My nie tolerujemy zwolnień lekarskich. Tu się nie chodzi na chorobowe”. Inna potwierdza, że L4 ma skutkować odebraniem premii na trzy miesiące, nawet jeśli sama premia jest niewielka. To — według relacji — prowadzi do sytuacji, w której osoby przeziębione przychodzą do pracy, bo „każdy grosz się liczy”. W wypowiedziach pojawia się też poczucie braku świątecznego wsparcia socjalnego, które w innych sieciach bywa standardem, a tu — według pracownic — nie występuje.
Fundusz socjalny i obawy przed otwartym sprzeciwem
Kasjerki zwracają uwagę na brak Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, który — jak podkreślają — powinna tworzyć firma zatrudniająca co najmniej 50 pracowników. Jednocześnie w relacjach przebija strach przed otwartym postawieniem się przełożonym, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie rynek pracy jest ograniczony. Pracownice mówią wprost, że wiele osób wolałoby zmian, ale obawia się utraty nawet tej podstawowej pensji. Pojawia się jednak przykład, że po zapowiedzi kontroli Państwowej Inspekcji Pracy w sprawie niskich temperatur w marketach sytuacja w tym obszarze miała się poprawić. Jednocześnie nadal wskazywany jest problem pracy przy kasie blisko drzwi wejściowych, gdzie chłód ma być odczuwalny.
10 grudnia międzyzakładowa organizacja OPZZ Konfederacja Pracy rozpoczęła procedurę sporu zbiorowego w Dino. Związkowcy przedstawili postulaty, w tym podwyżkę o 900 zł dla każdego pracownika od 1 lutego 2026 roku. Wśród żądań znalazło się również wprowadzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych oraz zwiększenie liczby pracowników na stanowiskach niemenadżerskich. Związek złożył także kolejne zawiadomienia do Państwowej Inspekcji Pracy i wnioski o powołanie komisji antymobbingowych. Do momentu publikacji opisywanych informacji Dino nie udzieliło odpowiedzi na pytania dotyczące warunków pracy w firmie.
