Blue Origin, firma rakietowa należąca do Jeffa Bezosa, ogłosiła, że planuje wynieść na orbitę ponad 5400 satelitów, by zbudować nową sieć łączności. Projekt ma nazywać się TeraWave i – według zapowiedzi – zapewniać ciągły dostęp do internetu na całym świecie, Santeos.pl podaje, powołując się na io.com.ua.
Klucz ma tkwić nie tylko w zasięgu, ale też w zdolności do przesyłania bardzo dużych paczek danych szybciej niż konkurencyjne rozwiązania. Jednocześnie spółka otwarcie pozycjonuje się inaczej niż Starlink, bo celuje przede wszystkim w centra danych, firmy i administrację publiczną. To nie jest drobna korekta strategii, tylko zmiana akcentów, która może namieszać na rynku.
W zapowiedzi pojawia się też konkret, który od razu przyciągnął uwagę branży: maksymalna prędkość wysyłania i pobierania ma sięgać nawet 6 terabitów na sekundę. To wartość znacznie wyższa niż typowe parametry kojarzone dziś z komercyjnym internetem satelitarnym. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o deklarowanej „szybkości w najlepszym wariancie”, a nie o gwarancji dla pojedynczego użytkownika. Jeśli te liczby utrzymają się w praktyce, TeraWave może stać się narzędziem do zadań, które do tej pory były trudne do realizacji z orbity. Właśnie dlatego temat rozgrzewa nie tylko fanów kosmosu, ale i świat infrastruktury IT.

TeraWave kontra Starlink: podobna idea, inny odbiorca
Starlink, projekt SpaceX Elona Muska, dziś dominuje w segmencie internetu satelitarnego i jest mocno nastawiony na klientów indywidualnych. Blue Origin podkreśla, że TeraWave ma mieć inny profil: ma obsługiwać przede wszystkim przedsiębiorstwa, rządy i duże podmioty infrastrukturalne. W praktyce oznacza to, że priorytetem mogą być łącza o wysokiej przepustowości dla instytucji, a nie masowy rynek domowych anten. Takie ustawienie celów może wpłynąć na konstrukcję oferty, sposób rozliczeń i model wdrażania usługi w różnych krajach. Dla Polski ma to znaczenie szczególnie w kontekście firm potrzebujących stabilnych łączy zapasowych i instytucji myślących o odporności infrastruktury.
Eksperci od łączności satelitarnej zwracają uwagę, że „segment B2B/B2G” rządzi się innymi prawami niż rynek konsumencki. Liczą się umowy SLA, niezawodność w skali sieci, możliwość zestawiania prywatnych kanałów dla konkretnych klientów oraz integracja z centrami danych. W takim modelu prędkość maksymalna jest ważna, ale równie istotne są opóźnienia, stabilność i dostępność usługi w krytycznych momentach. Jeden z inżynierów sieciowych, z którym rozmawiają użytkownicy branżowych forów, ujął to prosto: „Nie pytamy tylko o gigabity, pytamy o to, czy łącze trzyma parametry w realnym obciążeniu”. To podejście pokazuje, dlaczego TeraWave może być projektowane pod inne potrzeby niż typowe rozwiązania „dla domu”.
„Skupienie na centrach danych i instytucjach publicznych sugeruje, że TeraWave będzie sprzedawane jako usługa infrastrukturalna, a nie gadżet dla każdego.”
(komentarz analityka rynku telekomunikacyjnego, cytowany w dyskusjach branżowych)
Deklarowana prędkość do 6 Tb/s: co to może oznaczać w praktyce
Blue Origin mówi o możliwościach sięgających do 6 terabitów na sekundę dla wysyłania i pobierania danych. W codziennym języku brzmi to jak skok generacyjny, bo takie wartości kojarzą się raczej z rdzeniem sieci operatorów niż z pojedynczym łączem. Najbardziej prawdopodobne jest więc to, że chodzi o przepustowość w ramach systemu lub w określonych warunkach, a nie o „prędkość na jednej antenie”. Mimo to sama skala robi wrażenie i wskazuje, że projekt jest adresowany do zastosowań o bardzo dużym wolumenie danych. W tym miejscu pojawia się też pytanie o architekturę sieci i o to, jak będzie dzielona przepustowość między odbiorców.
Żeby uporządkować, jakie zastosowania najczęściej wymieniają specjaliści, warto spojrzeć na proste zestawienie. Przed listą jedno zastrzeżenie: to nie są obietnice firmy co do konkretnych produktów, tylko typowe scenariusze, w których wysoka przepustowość i globalny zasięg mają sens. Wysokie transfery są atrakcyjne nie wtedy, gdy pobieramy film, tylko wtedy, gdy utrzymujemy krytyczne systemy w wielu lokalizacjach naraz. I właśnie tu satelity zaczynają być poważnym narzędziem, a nie wyłącznie alternatywą „tam, gdzie nie ma światłowodu”.
- łącza zapasowe dla centrów danych i operatorów infrastruktury krytycznej
- transmisje danych dla dużych firm działających w wielu krajach jednocześnie
- wsparcie łączności dla administracji i służb w odległych lokalizacjach
- szybkie zestawianie komunikacji w sytuacjach kryzysowych i awaryjnych
- rozwiązania dla biznesu wymagającego stabilnych kanałów danych poza sieciami naziemnymi
Terminy startu: kiedy TeraWave ma polecieć i co wiemy o harmonogramie
Najważniejsza data, która pada w zapowiedzi, to koniec 2027 roku jako moment rozpoczęcia wynoszenia satelitów TeraWave. To oznacza, że w krótkiej perspektywie nie mówimy o usłudze „na jutro”, tylko o projekcie budowanym etapami. Nawet po pierwszych startach potrzeba czasu, aby sieć osiągnęła parametry, które uzasadniają hasło „ciągły internet na całym świecie”. W tle jest też prosta matematyka: ponad 5400 satelitów to ogromna liczba, a samo rozmieszczenie konstelacji jest logistycznie i finansowo wymagające. Dlatego rynek będzie patrzył nie tylko na samą datę, ale i na tempo kolejnych wyniesień.

Dodatkowym kontekstem są sukcesy techniczne Blue Origin z ostatnich miesięcy. Firma poinformowała, że w listopadzie po raz pierwszy udało jej się wylądować boosterem rakiety na pływającej platformie. Wcześniej taki wyczyn kojarzył się głównie ze SpaceX, co dla odbiorców jest sygnałem, że Blue Origin nadrabia kluczowe kompetencje operacyjne. W kwietniu spółka zorganizowała też 11-minutowy lot kosmiczny z całkowicie kobiecą załogą, w której była m.in. Lauren Sánchez, a także znane postacie ze świata mediów i muzyki. Ten epizod wzbudził skrajne emocje, ale pokazuje, że firma działa na wielu frontach naraz i buduje rozpoznawalność.
Cena w Polsce: co już wiadomo, a czego wciąż nie podano
W tym miejscu trzeba powiedzieć wprost: w udostępnionych informacjach nie pojawia się oficjalna cena TeraWave – ani globalnie, ani dla Polski. Nie ma też listy pakietów, warunków abonamentu czy potwierdzenia, czy produkt w ogóle będzie sprzedawany klientom indywidualnym. Skoro Blue Origin wskazuje na firmy i rządy jako głównych odbiorców, najbardziej realny wydaje się model kontraktowy, gdzie cena zależy od skali, lokalizacji, wymagań i gwarancji jakości. To podejście jest typowe dla usług infrastrukturalnych i często oznacza, że „cennik z półki” w ogóle się nie pojawia. Z perspektywy polskiego rynku oznacza to, że temat ceny jest dziś w dużej mierze pytaniem bez odpowiedzi.
Nie znaczy to jednak, że nie da się wskazać czynników, które zwykle kształtują koszt usług satelitarnych. Specjaliści od wdrożeń telekomunikacyjnych podkreślają, że w grę wchodzą: koszt terminali, opłaty za pasmo i utrzymanie, poziom SLA oraz to, czy usługa ma działać jako łącze główne, czy awaryjne. Użytkownicy, którzy śledzą rynek, dodają jeszcze jeden praktyczny aspekt: „Jeśli to ma być oferta dla firm, zapłacimy za spokój i niezawodność, nie za sam licznik megabitów”. Właśnie dlatego porównywanie przyszłej ceny TeraWave do konsumenckich ofert może wprowadzać w błąd. Na razie trzeba poczekać na konkrety, bo ich po prostu nie ma w podanych danych.
Tabela: co już ogłoszono, a co pozostaje nieznane (stan na podstawie przekazanego materiału)
| Obszar | Co wiadomo | Czego nie podano |
|---|---|---|
| Skala projektu | ponad 5400 satelitów | tempo pełnego rozmieszczenia konstelacji |
| Profil odbiorcy | centra danych, biznes, rządy | czy będzie wariant dla klientów indywidualnych |
| Parametry | do 6 Tb/s w najszybszym wariancie | typowe prędkości dla konkretnych usług i lokalizacji |
| Harmonogram | start wynoszenia satelitów do końca 2027 r. | data startu komercyjnych usług dla poszczególnych krajów |
| Cena w Polsce | brak oficjalnych danych | cennik, pakiety, koszty terminali, warunki umów |
Konkurencja rośnie: Amazon „Leo” i rynek internetu satelitarnego
W zapowiedzi pojawia się jeszcze ciekawy wątek: konkurentem TeraWave ma być również Amazon, czyli gigant technologiczny, z którym Bezos jest wciąż związany jako przewodniczący rady nadzorczej po odejściu z funkcji CEO w 2021 roku. Amazon ma własny projekt satelitarny o nazwie Leo, który według podanych informacji ma około 180 satelitów na orbicie i planuje przekroczyć 3000. Co ważne, Leo ma być bardziej nastawione na szeroką publiczność, podobnie jak Starlink, i jest reklamowane jako sposób na globalny dostęp do szybkiego internetu. Nie podano jednak, kiedy cała planowana konstelacja Amazonu ma znaleźć się na orbicie, więc harmonogram pozostaje otwarty.
Dla obserwatorów rynku to interesujący układ, bo pokazuje, że „internet z orbity” przestaje być niszą jednego gracza. Wzrost liczby projektów oznacza presję na innowacje, ale też ostrzejszą walkę o klientów instytucjonalnych i o kontrakty publiczne. W Polsce ten trend może przełożyć się na większe zainteresowanie rozwiązaniami satelitarnymi w sektorach, gdzie liczy się odporność i zasięg, zwłaszcza gdy infrastruktura naziemna bywa niewystarczająca. Użytkownicy komentują to po swojemu: „Dobrze, że jest konkurencja, bo wtedy szybciej pojawiają się lepsze warunki”. Na razie jednak TeraWave jest na etapie zapowiedzi, więc rynek będzie oceniać projekt przez pryzmat konkretów, gdy tylko się pojawią.
