Rok 2026 ma przynieść kierowcom w Polsce kolejne zaostrzenie podejścia do badań technicznych. Z zapowiedzi wynika, że o pozytywny wynik przeglądu może być trudniej, a diagnosta będzie miał więcej narzędzi do weryfikacji stanu auta, Santeos.pl podaje, powołując się na dziennik.pl.
Kluczowe jest to, że już sama obecność poważnej lub niebezpiecznej usterki może zakończyć się wynikiem negatywnym. W określonych przypadkach możliwe będzie także zatrzymanie dowodu rejestracyjnego w sposób elektroniczny, przez odnotowanie tego faktu w systemie. Dla wielu kierowców to sygnał, że zaniedbania, które wcześniej „przechodziły”, mogą wreszcie wyjść na jaw.
Zmiany są odpowiedzią na rosnące oczekiwania dotyczące bezpieczeństwa i wpływu aut na środowisko. W tle pojawia się też temat dokumentowania przebiegu badania, w tym wykonywania zdjęć pojazdu. W praktyce ma to utrudnić przypadki „podbijania” przeglądu bez realnej kontroli auta. W 2026 rząd zapowiada również rozwiązania, które mogą mocno uderzyć w spóźnialskich. Jednocześnie wśród planów pojawiają się nowe zasady i wyższe stawki za niektóre typy pojazdów.
Jak wygląda procedura przeglądu technicznego i kiedy trzeba go zrobić
Zasada dotycząca terminów badań technicznych pozostaje czytelna i zależy od wieku auta. Pierwszy przegląd po rejestracji nowego samochodu jest wymagany przed upływem trzech lat. Kolejne badanie wykonuje się po następnych dwóch latach. Później, gdy auto ma już więcej niż pięć lat, badanie techniczne staje się obowiązkiem corocznym. To ramy, które kierowcy znają, ale w 2026 większe znaczenie mogą mieć konsekwencje za zaniedbania.
Sam przegląd na stacji kontroli pojazdów przebiega w kilku etapach i obejmuje identyfikację auta oraz sprawdzenie kluczowych podzespołów. Diagnosta weryfikuje zgodność numeru VIN z danymi w dokumentach. Następnie kontroluje dodatkowe wyposażenie, na przykład instalację gazową LPG, jeśli pojazd ją posiada. Dopiero później przychodzi czas na ocenę układów odpowiadających za bezpieczeństwo i oddziaływanie auta na środowisko. Ten schemat ma pozostać podstawą, ale zmienić mogą się narzędzia i rygor oceny.

Co diagnosta sprawdza podczas badania i na czym skupia się kontrola
W trakcie badania technicznego diagnosta ma obowiązek ocenić stan wielu elementów pojazdu. Kontrolowane są m.in. układ kierowniczy, hamulce i zawieszenie, bo to one decydują o stabilności i drodze hamowania. Duże znaczenie mają także opony, ich bieżnik oraz dopasowanie do pojazdu i obciążenia. Sprawdzane jest oświetlenie, w tym stan reflektorów i lamp, a także ewentualne pęknięcia czy niedozwolone modyfikacje. Do tego dochodzi kontrola nadwozia, szyb oraz elementów konstrukcyjnych, które mogą być osłabione korozją.
Weryfikowane jest również wyposażenie obowiązkowe, na przykład trójkąt ostrzegawczy i gaśnica z ważnym terminem. Diagnosta ocenia pasy bezpieczeństwa i stan fotela kierowcy, bo luzy lub brak zagłówków mogą skutkować poważnymi zastrzeżeniami. Badany jest układ wydechowy, w tym jego szczelność i poziom hałasu. Istotny punkt stanowi emisja spalin, która w założeniach ma być kontrolowana, choć w praktyce bywała pomijana. W 2026 to właśnie wątek emisji ma wrócić z większą siłą, zwłaszcza przy pojazdach z silnikami Diesla.
Ile trwa badanie i kiedy wynik może być negatywny
Standardowe badanie techniczne nie powinno trwać dłużej niż 30 minut. Co ważne, czas badania jest odnotowywany w systemie, więc „zbyt szybka” procedura może budzić podejrzenia. W przypadku pozytywnego wyniku kierowca otrzymuje potwierdzenie dopuszczenia auta do ruchu. Jeśli jednak diagnosta stwierdzi usterki kwalifikowane jako poważne lub niebezpieczne, wynik będzie negatywny. Wtedy właściciel auta otrzymuje zaświadczenie z opisem usterek i musi je usunąć.
Właściciel pojazdu ma możliwość wykonania ponownego badania ograniczonego do usuniętych wad. Jeżeli naprawy zostaną wykonane w ciągu 14 dni od negatywnego wyniku, zwykle nie trzeba płacić ponownie za cały przegląd, a jedynie za kontrolę usunięcia usterek. Dopiero pozytywny wynik takiego badania pozwala na ponowne dopuszczenie auta do ruchu. Jeżeli doszło do zatrzymania dowodu rejestracyjnego w systemie, diagnosta po usunięciu przyczyny ma możliwość odnotowania „zwrotu” bez dodatkowych wizyt w urzędach. To rozwiązanie ma ograniczyć formalności, ale jednocześnie szybciej blokować niesprawne auta.
Zatrzymanie dowodu rejestracyjnego i lista usterek, które pogrążą auto
Nowe zasady oznaczają, że jedna usterka z określonej listy może zakończyć się bardzo dotkliwymi konsekwencjami. Jeśli wada zostanie sklasyfikowana jako niebezpieczna, diagnosta ma obowiązek zatrzymać dowód rejestracyjny elektronicznie, poprzez odpowiedni wpis w Centralnej Ewidencji Pojazdów. To działa nawet wtedy, gdy kierowca nie ma przy sobie dokumentu, bo liczy się status w systemie. W praktyce oznacza to, że pojazd może zostać „wyłączony” z ruchu natychmiast po wykryciu problemu. Najczęściej chodzi o usterki, które stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa.
W tekście źródłowym wskazano też rozbudowane listy wad, które mogą skutkować negatywnym wynikiem. Są tam m.in. wycieki z amortyzatorów i nadmierne luzy w układzie kierowniczym, uszkodzone przewody hamulcowe czy kontrolki świadczące o problemach z ABS lub poduszkami powietrznymi. Na liście pojawiają się też różne opony na jednej osi, niedopuszczalny stan szyby przedniej oraz poważne usterki oświetlenia, w tym brak świateł mijania lub niesprawne światła STOP. Uwzględniono również nadmierną korozję wpływającą na sztywność konstrukcji i usterki układu przeniesienia napędu. Dla kierowców to jasny sygnał, że zaniedbane auto może przestać być „akceptowalne” na SKP.
Nowe opłaty, kary za spóźnienie i dodatkowe koszty dla 4×4
W materiale wskazano, że badanie techniczne stało się droższe, a opłata za przegląd samochodu osobowego wzrosła z 98 zł do 149 zł. Podano też przykładowe stawki dla innych pojazdów, co pokazuje, że koszty rosną szerzej, a nie tylko w segmencie aut osobowych. Dodatkowo samochody z instalacją LPG muszą liczyć się z dopłatą za badanie specjalistyczne, co sumarycznie podnosi cenę przeglądu. Wspomniano także o planie powiązania stawek ze średnim wynagrodzeniem, co w praktyce może oznaczać coroczny wzrost opłat. Dla wielu rodzin to będzie stały, przewidywalny, ale wyraźny koszt.
Równolegle mają wejść kary dla kierowców za spóźnienie z badaniem technicznym. Zapowiedziano trzy poziomy sankcji w zależności od skali opóźnienia, a przy dłuższym zwlekaniu kwota może sięgać nawet około 600 zł. Osobnym wątkiem są pojazdy z napędem 4×4, dla których rozważana jest wyższa opłata, bo zakres badania bywa szerszy. Ma się także pojawić możliwość wykonania przeglądu do 30 dni wcześniej, a wtedy ważność badania ma zostać wydłużona do 13 miesięcy. Dla osób wyjeżdżających za granicę lub planujących dłuższy urlop może to być realne ułatwienie.
DPF pod lupą, zdjęcia do CEPiK i więcej negatywnych wyników
Jedną z najbardziej praktycznych nowości ma być dokumentacja fotograficzna pojazdu podczas badania. Założenie jest takie, że diagnosta wykona pięć zdjęć, które trafią do bazy, w tym fotografię drogomierza z przebiegiem. Do tego mają dojść ujęcia przodu, tyłu oraz boków auta. Ma to ułatwić weryfikację przebiegu i wychwytywanie błędów, ale też ograniczyć przypadki fikcyjnych przeglądów. W konsekwencji kierowcy mogą spodziewać się większej „szczelności” systemu.
Rząd zapowiada również ostrzejsze podejście do wyciętych filtrów DPF w dieslach. W planach pojawiają się liczniki cząstek stałych, które mają skuteczniej wykrywać brak lub manipulacje przy filtrze. W materiale zaznaczono, że może to przełożyć się na wzrost liczby badań z wynikiem negatywnym. Dla części kierowców oznacza to konieczność ponownego montażu DPF, co może kosztować kilka tysięcy złotych, zależnie od modelu auta. W 2026 to właśnie kwestie emisji i stanu układów oczyszczania spalin mogą być jednym z najczęstszych powodów problemów na SKP.
