W Wadowicach narasta napięcie wokół decyzji szpitala o wstrzymaniu działalności porodówki. Z zapowiedzi wynika, że od lutego w mieście „nie będzie porodówki”, bo placówka ma zawiesić oddziały ginekologiczno-położniczy oraz neonatologiczny. Jako główne przyczyny wskazywane są spadek liczby porodów i rosnące straty finansowe. Sprawa szybko wywołała emocje, bo dotyczy zarówno pacjentek, jak i personelu, który obawia się zwolnień, Santeos.pl podaje, powołując się nа tvp.pl.
W oddziałach nadal są pacjentki i trwają normalne dyżury, ale w tle już toczą się rozmowy o przyszłości. W materiale podkreślono, że na bloku porodowym są trzy pacjentki, kilka przebywa na patologii ciąży, a kilkanaście w oddziale ginekologii. Na samym oddziale położniczym ma być około dziesięciu kobiet, co pokazuje, że praca nadal trwa, choć w ograniczonej skali. Dla wielu rodzin to nie jest „temat z telewizji”, tylko decyzja, która może zmienić ich plan porodu z dnia na dzień.
Co dokładnie ma zostać zawieszone i od kiedy
Zgodnie z podanymi informacjami, od lutego szpital w Wadowicach planuje zawiesić oddział ginekologiczno-położniczy oraz oddział neonatologiczny. W praktyce oznacza to, że w mieście mają zostać wstrzymane porody, a opieka nad noworodkami w ramach tych struktur będzie niedostępna. W materiale zaznaczono też, że zawieszenie ma być kolejnym krokiem przed ewentualną likwidacją, co dodatkowo podgrzewa atmosferę. Takie sformułowanie wywołuje pytania o to, czy decyzja jest „na chwilę”, czy już na stałe.

W tej historii pojawia się też wątek pacjentek, które właśnie teraz rodzą w Wadowicach. Przytoczono przykład Doroty Witkowskiej, której syn Jaś urodził się we wtorek — w relacji pada dosadne „jeszcze zdążył”. Ten szczegół pokazuje, że zmiana nie jest abstrakcyjna i dotyka konkretnych osób w konkretnym czasie. Dla mieszkańców najważniejsze jest dziś to, że porody mają odbywać się jeszcze do końca stycznia, a dalej sytuacja pozostaje niejasna.
Powody decyzji: demografia i finanse w jednym zdaniu
Dyrekcja placówki tłumaczy decyzję spadkiem liczby urodzeń oraz powiązanymi z tym stratami finansowymi. To argument, który coraz częściej pojawia się w dyskusjach o ochronie zdrowia, bo oddziały o mniejszym obłożeniu generują koszty, których nie da się łatwo „zrównoważyć”. W materiale wprost pada, że problem malejącej liczby urodzeń dotyczy całej Małopolski, więc Wadowice nie są jedynym miejscem pod presją. Jednocześnie personel nie zgadza się z decyzją, a położne protestują, wskazując na społeczne konsekwencje takiego ruchu.
W tle pojawia się konkretna statystyka regionalna, która ma uzasadniać trend. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego przytoczonych w materiale wynika, że w Małopolsce liczba porodów spadła z ponad 37 tysięcy w 2010 roku do około 26 tysięcy w 2024 roku. Taki spadek oznacza mniej pacjentek w mniejszych ośrodkach i większą presję na finansowanie oddziałów. Specjaliści od zarządzania ochroną zdrowia często podkreślają, że przy takich zmianach demograficznych decyzje o „konsolidacji” usług są kuszące, ale społecznie bardzo kosztowne.
Protest położnych i obawy o miejsca pracy
W materiale zwrócono uwagę, że personel placówki nie przyjmuje decyzji bez sprzeciwu. Położne protestują, a w przestrzeni publicznej pada informacja, że „ponad 20 osób może stracić pracę”. Dla zespołu to nie tylko kwestia etatów, ale też ciągłości opieki i utrzymania kompetencji w miejscu, które do tej pory przyjmowało porody. W komentarzach pacjentek często przewija się lęk przed tym, że przyszłe mamy będą musiały szukać pomocy gdzie indziej, zwłaszcza gdy termin porodu zbliża się szybko.
Z perspektywy praktyków porodówki takie zmiany zawsze mają dwa poziomy skutków: organizacyjny i emocjonalny. Położne zwracają uwagę, że oddział to nie tylko „łóżka i grafiki”, ale też doświadczenie zespołu, które buduje się latami. Użytkownicy lokalnych grup dyskusyjnych zwykle pytają, czy w okresie przejściowym będą jasne zasady, gdzie kierować pacjentki i jak zapewnić im bezpieczny transport. W tym przypadku kluczowe jest to, że po styczniu nadal nie ma jednoznacznej odpowiedzi „co dalej”, a to zwiększa niepewność.
Najważniejsze liczby i daty w jednym miejscu
Poniższe zestawienie porządkuje informacje, które już padły publicznie i najczęściej są wyszukiwane przez mieszkańców: od kiedy ma nie być porodówki, jak długo potrwają porody w styczniu oraz co mówią dane o urodzeniach w regionie. Taki skrót ułatwia zrozumienie skali problemu, bez wchodzenia w wielostronicowe analizy. Warto też pamiętać, że dla pacjentek najbardziej liczy się przewidywalność, a nie same komunikaty o trendach. Dlatego liczby są tu ważne, ale równie ważne jest to, jakie decyzje zapadną po stronie administracji.
| Element sytuacji | Co wiadomo z materiału | Termin / skala |
|---|---|---|
| Zawieszenie porodówki w Wadowicach | Szpital zapowiada brak porodówki od lutego | od lutego 2026 |
| Oddziały objęte decyzją | Ginekologiczno-położniczy i neonatologiczny | zawieszenie, potem możliwa likwidacja |
| Porody w Wadowicach | Mają odbywać się jeszcze do końca stycznia | do 31 stycznia 2026 |
| Trend w Małopolsce (GUS) | Spadek porodów: >37 tys. (2010) → ok. 26 tys. (2024) | zmiana długoterminowa |
| Sygnał ze strony władz | Wojewoda małopolski zapowiada przyjrzenie się sprawie | bez wskazanej daty rozstrzygnięcia |
Co może zrobić pacjentka w okresie przejściowym
W takiej sytuacji najczęściej pojawia się proste pytanie: jak się przygotować, jeśli termin porodu wypada na przełom stycznia i lutego albo już po zmianach. Praktycy opieki okołoporodowej radzą, by nie odkładać rozmowy z lekarzem prowadzącym i położną na „ostatnią chwilę”, bo kluczowe są formalne decyzje o miejscu porodu. Wiele osób podkreśla, że warto mieć plan A i plan B, zwłaszcza gdy ciąża jest prowadzona z dodatkowymi wskazaniami. Najgorsze w takich zmianach jest to, że niepewność potrafi być bardziej męcząca niż sama konieczność reorganizacji.

- Skontaktuj się z lekarzem prowadzącym i poproś o jasny plan porodu na przełom stycznia i lutego.
- Ustal, gdzie w razie potrzeby można zostać skierowaną, jeśli poród zacznie się po wprowadzeniu zmian.
- Sprawdź, jakie dokumenty i wyniki badań warto mieć przygotowane „w teczce”, by nie tracić czasu w stresie.
- Jeśli jesteś w trakcie hospitalizacji, dopytaj personel o zasady postępowania w najbliższych tygodniach.
- Zapisuj najważniejsze ustalenia, bo w okresach przejściowych komunikaty potrafią się zmieniać etapami.
Co dalej z decyzją szpitala i kto ma się jej przyjrzeć
Na dziś najważniejsze jest to, że porody w Wadowicach mają odbywać się jeszcze do końca stycznia, a dalszy scenariusz pozostaje otwarty. W materiale wskazano, że sprawie obiecuje przyjrzeć się wojewoda małopolski, co dla wielu mieszkańców brzmi jak sygnał, że temat może wrócić na poziom rozmów z władzami regionu. Jednocześnie sama zapowiedź „przyjrzenia się” nie daje odpowiedzi, czy decyzja zostanie cofnięta, zmodyfikowana, czy utrzymana w całości. Dlatego dyskusja prawdopodobnie będzie trwała, a kluczowe będą kolejne komunikaty ze strony szpitala i instytucji nadzorujących.
Z punktu widzenia ekspertów od polityki zdrowotnej spór o porodówki w mniejszych miastach zwykle kręci się wokół tego samego dylematu: jak pogodzić ekonomię oddziału z dostępnością świadczeń dla mieszkańców. Personel podnosi argument ciągłości opieki i bezpieczeństwa pacjentek, a dyrekcje często odpowiadają statystyką urodzeń i kosztami. W Wadowicach widać, że oba porządki zderzyły się bardzo mocno, bo pojawiają się zarówno protesty, jak i obawy o pracę oraz o przyszłe porodowe decyzje rodzin. I właśnie dlatego temat tak szybko stał się głośny — dotyka zdrowia, emocji i lokalnej infrastruktury w jednym czasie.
