Wyjście do restauracji kojarzy się z przyjemnością, relaksem i oderwaniem od codziennych obowiązków. Dla wielu osób to również ważny element życia towarzyskiego i rodzinnego, Santeos.pl podaje, powołując się na onet.pl.
Lekarze zwracają jednak uwagę, że restauracyjne menu może kryć poważne zagrożenia dla zdrowia serca. I co istotne, nie zawsze chodzi o klasyczne tłuste mięsa czy fast foody. Zdaniem kardiologów jeden z popularnych wyborów bywa znacznie bardziej obciążający dla układu krążenia, niż większość gości restauracji przypuszcza.
Specjaliści podkreślają, że dania serwowane w restauracjach często zawierają ogromne ilości kalorii, soli oraz tłuszczów nasyconych. Porcje są duże, a sposób przygotowania nastawiony na intensywny smak, nie na wartości zdrowotne. W efekcie jeden posiłek może dostarczyć nawet dwukrotność dziennego zapotrzebowania na sód i znaczną część dziennej normy kalorii. To obciążenie, z którym serce musi sobie poradzić.
Fettuccine Alfredo – najgorszy wybór dla serca
Wśród potraw, które kardiolodzy wymieniają jako szczególnie niekorzystne, regularnie pojawia się jedno danie kuchni włoskiej. Mowa o fettuccine Alfredo, czyli makaronie w ciężkim, kremowym sosie na bazie masła, śmietanki i sera. Choć smakuje wyśmienicie i często jest uznawany za „bezpieczny” wybór, jego skład budzi poważne zastrzeżenia lekarzy. To połączenie tłuszczów nasyconych, rafinowanych węglowodanów oraz bardzo wysokiej zawartości sodu.

Eksperci zwracają uwagę, że klasyczny przepis został z czasem mocno zmodyfikowany. Do pierwotnie prostego połączenia makaronu, masła i sera dodano śmietankę, aby wzmocnić smak i konsystencję. Efektem jest potrawa wyjątkowo kaloryczna, która silnie oddziałuje na organizm. Połączenie tłuszczu, soli i cukru aktywuje w mózgu mechanizmy intensywnej przyjemności, co sprzyja przejadaniu się.
Dlaczego to danie tak bardzo obciąża układ krążenia
Kardiolodzy podkreślają, że problemem nie jest jednorazowe zjedzenie fettuccine Alfredo, ale jego regularne spożywanie. Duża ilość tłuszczów nasyconych sprzyja podnoszeniu poziomu „złego” cholesterolu, co zwiększa ryzyko miażdżycy. Nadmiar sodu może prowadzić do wzrostu ciśnienia krwi, a wysoka kaloryczność sprzyja nadwadze i otyłości. To z kolei obciąża serce i cały układ krążenia.
Dodatkowo danie to niemal nie zawiera błonnika ani składników, które mogłyby łagodzić jego negatywny wpływ. Brakuje w nim warzyw, zdrowych tłuszczów czy pełnoziarnistych produktów. Po takim posiłku wiele osób odczuwa ciężkość, senność i spadek energii. Zdaniem lekarzy to sygnał, że organizm został poważnie obciążony.
Czy trzeba całkowicie rezygnować z ulubionych potraw?
Specjaliści nie namawiają do całkowitego zakazywania sobie restauracyjnych przyjemności. Kluczowe znaczenie ma umiar i świadomość wyborów. Jeśli ktoś decyduje się na ciężkie danie, warto rozważyć podzielenie porcji z drugą osobą lub zjedzenie tylko części posiłku. Pozwala to znacząco ograniczyć ilość kalorii, soli i tłuszczu. Dobrym rozwiązaniem jest też traktowanie makaronu jako dodatku, a nie głównego elementu dania.
Kardiolodzy radzą również zwracać uwagę na sposób przygotowania potraw. Grillowanie, pieczenie lub gotowanie na parze są znacznie korzystniejsze dla serca niż smażenie w głębokim tłuszczu. W restauracjach coraz częściej dostępne są lżejsze wersje dań, z mniejszą ilością soli i tłuszczu. Warto o nie pytać.
Zdrowsze alternatywy w restauracyjnym menu
Jeśli zależy nam na zdrowiu serca, lekarze polecają wybierać dania oparte na chudym białku i warzywach. Grillowany łosoś, pieczona ryba czy drób w towarzystwie warzyw to znacznie lepszy wybór. Takie posiłki dostarczają cennych kwasów omega-3, białka oraz błonnika, a jednocześnie nie przeciążają organizmu sodem i tłuszczem. Dodatkiem mogą być zdrowe węglowodany, takie jak ryż brązowy czy komosa ryżowa.
Zdaniem kardiologów świadome decyzje przy restauracyjnym stoliku mają realny wpływ na kondycję serca. Nawet drobne zmiany w wyborach żywieniowych mogą w dłuższej perspektywie zmniejszyć ryzyko chorób układu krążenia. Restauracja nie musi być wrogiem zdrowia, pod warunkiem że wiemy, czego unikać i po co sięgać częściej.
