Telegram znalazł się w samym centrum rosnącej blacklisty treści ekstremistycznych w Uzbekistanie. Najnowsza aktualizacja listy, zatwierdzona 10 stycznia przez Sąd Najwyższy, objęła około 1600 kanałów, stron i materiałów dostępnych online, Santeos.pl podaje, powołując się na thediplomat.com.
Blisko połowa z nich to konta i treści funkcjonujące właśnie na Telegramie. Władze podkreślają, że import, rozpowszechnianie lub nawet prezentowanie takich materiałów na terytorium kraju grozi odpowiedzialnością prawną. Skala tego zjawiska pokazuje, jak istotną rolę platforma odgrywa dziś w postrzeganiu zagrożeń ideologicznych.
Rosnąca liczba zakazanych treści nie jest przypadkowa i nie dotyczy wyłącznie jednego okresu. Od kilku lat Telegram systematycznie dominuje w kolejnych aktualizacjach listy. Dla władz w Taszkencie to sygnał, że zagrożenia religijno-ekstremistyczne przeniosły się do sfery cyfrowej. Zarządzanie ryzykiem ideologicznym w internecie stało się stałym elementem polityki bezpieczeństwa, a nie jedynie reakcją kryzysową.

Telegram jako „internet Uzbekistanu”
Znaczenie Telegrama w Uzbekistanie trudno przecenić. Z oficjalnych danych wynika, że ponad 94 procent mieszkańców kraju ma dostęp do internetu, a około 76 procent użytkowników regularnie korzysta z Telegrama. To oznacza blisko 27 milionów osób, dla których platforma stała się podstawowym kanałem komunikacji. Inne serwisy społecznościowe pozostają daleko w tyle pod względem zasięgu i wpływu.
Telegram pełni w Uzbekistanie funkcję znacznie szerszą niż typowy komunikator. Korzystają z niego instytucje państwowe, media, firmy prywatne i drobni przedsiębiorcy. Dla wielu sektorów gospodarki platforma stała się kluczową infrastrukturą informacyjną. Badania pokazują, że ogromna część użytkowników czerpie wiadomości właśnie z Telegrama, co dodatkowo wzmacnia jego rolę społeczną.
Dlaczego władze koncentrują się właśnie na Telegramie
Eksperci ds. bezpieczeństwa wskazują, że problemem nie jest pojedyncza wypowiedź czy incydentalna publikacja. Największe obawy budzi możliwość tworzenia trwałych, zamkniętych wspólnot ideologicznych. Telegram, w przeciwieństwie do platform opartych na algorytmach rekomendacji, sprzyja budowie stabilnych sieci odbiorców. Aby otrzymywać treści, użytkownik musi świadomie zapisać się na kanał.
Specjalista analizujący media cyfrowe zauważa:
„Każdy kanał, nawet niewielki, ma potencjał długofalowego oddziaływania, bo użytkownicy pozostają z nim w stałym kontakcie”.
To właśnie ta cecha sprawia, że władze postrzegają Telegram jako przestrzeń sprzyjającą formowaniu przekonań, a nie jedynie miejscem przypadkowej ekspresji. Ryzyko dotyczy procesu kształtowania światopoglądu, a nie pojedynczych treści.

Rozszerzanie blacklisty i nowa logika prewencji
Blacklistę ekstremistycznych materiałów wprowadzono po raz pierwszy w 2019 roku, po uchwaleniu ustawy o zwalczaniu ekstremizmu. Początkowo lista liczyła zaledwie 40 pozycji. Od tamtego czasu wydano ponad 80 decyzji sądowych, które stopniowo ją rozszerzały. Obecny rozmiar listy niekoniecznie oznacza wzrost samego ekstremizmu.
Analitycy zwracają uwagę, że to raczej efekt lepszego monitoringu i systematyzacji danych. Blacklistę coraz częściej traktuje się jako narzędzie administracyjne, a nie reakcję na nagłe zagrożenie. Co istotne, odpowiedzialność prawna nie dotyczy wyłącznie jawnych wezwań do przemocy. Nawet bierne reakcje, takie jak polubienia czy zapisywanie treści, są postrzegane jako niepożądane.
Moralny wpływ zamiast bezpośrednich nawoływań
W dokumentach władz coraz częściej pojawia się pojęcie „oddziaływania moralnego”. Chodzi o treści, które niekoniecznie nawołują do przemocy, ale mogą wzbudzać sympatię wobec ideologii ekstremistycznych. To wyraźny sygnał przesunięcia akcentu z czynów na postawy. Taka logika ma charakter prewencyjny i ostrzegawczy.
Ekspert ds. religii podkreśla:
„Władze starają się zniechęcić do poszukiwania alternatywnych źródeł wiedzy religijnej poza oficjalnymi strukturami”.
To sprawia, że blacklisty pełnią także funkcję sygnału dla społeczeństwa, gdzie przebiega granica akceptowalnych treści. Dla wielu użytkowników oznacza to konieczność większej ostrożności w codziennym korzystaniu z platformy.
Konstrukcja Telegrama a ryzyko prawne użytkowników
Specyfika działania Telegrama dodatkowo komplikuje sytuację. Platforma sprzyja pasywnej konsumpcji treści, a automatyczne pobieranie materiałów może prowadzić do ich zapisywania bez pełnej świadomości użytkownika. W praktyce oznacza to, że niektórzy mogą posiadać zakazane treści nieintencjonalnie. To rodzi pytania o zakres odpowiedzialności i realne możliwości kontroli.
Poniższa tabela pokazuje kluczowe różnice między Telegramem a innymi platformami:
| Cecha | Telegram | Inne platformy |
|---|---|---|
| Algorytmy rekomendacji | brak | obecne |
| Subskrypcje | świadome | często automatyczne |
| Budowa wspólnot | silna | rozproszona |
| Ryzyko prawne | wysokie | umiarkowane |
Zdaniem prawników taka konstrukcja zwiększa niepewność użytkowników. W praktyce wiele osób nie ma pełnej kontroli nad tym, jakie treści trafiają na ich urządzenia.
Dlaczego Telegram pozostaje kluczowy mimo ograniczeń
Mimo rosnącej liczby zakazów władze nie mogą zablokować Telegrama. Platforma jest zbyt głęboko zakorzeniona w gospodarce i codziennym funkcjonowaniu państwa. Zamknięcie dostępu oznaczałoby paraliż komunikacyjny. Jednocześnie pełna kontrola nad obiegiem treści również pozostaje poza zasięgiem instytucji.
Dlatego strategia Taszkentu opiera się na ostrzeganiu i selektywnym egzekwowaniu prawa. Informacje o zatrzymaniach i wyrokach są nagłaśniane, by wzmacniać efekt odstraszający. Telegram, paradoksalnie, służy także do przekazywania tych komunikatów.
Centralna rola Telegrama w rozrastającej się blackliście Uzbekistanu pokazuje, jak bardzo zmieniło się pole walki z ekstremizmem. Dziś nie chodzi już tylko o fizyczne struktury, lecz o cyfrowe przestrzenie kształtowania przekonań. W tym sensie platforma stała się nie tylko narzędziem komunikacji, ale również jednym z głównych wyzwań dla polityki bezpieczeństwa państwa.
