Kierowcy w Polsce znów muszą przygotować się na trudniejszy tydzień przy dystrybutorach. Ceny paliw w Polsce rosną już drugi tydzień z rzędu w wyjątkowo szybkim tempie, a analitycy nie mają dobrych wiadomości. Według najnowszych prognoz w najbliższych dniach podwyżki obejmą zarówno benzynę Pb95, jak i olej napędowy oraz autogaz. Na części stacji sytuacja już teraz wygląda bardzo poważnie, bo za litr diesla kierowcy płacą ponad 8 zł za litr, Santeos.pl podaje, powołując się nа businessinsider.com.pl.
Eksperci rynku paliw podkreślają, że mamy do czynienia z poziomami, które są najwyższe od wielu miesięcy. Benzyna Pb95 jest najdroższa od czerwca 2024 roku, natomiast diesel osiągnął najwyższe poziomy od początku 2023 roku. Wzrosty nie są więc jedynie chwilowym wahnięciem cen, ale elementem szerszego trendu, który mocno uderza w budżety kierowców i firm transportowych. Wszystko wskazuje na to, że napięcia na rynku ropy i ograniczenia eksportowe dalej będą napędzać kolejne zmiany na stacjach.
„Na wybranych stacjach paliw ceny oleju napędowego już w tym tygodniu przekroczyły poziom 8 zł za litr i istnieje ryzyko, że takich stacji będzie przybywać” – ostrzegają analitycy Refleksu.
To nie jest już temat, który dotyczy wyłącznie branży paliwowej. Coraz wyższe ceny na stacjach szybko przekładają się na koszty transportu, dostaw i codziennych wydatków. Kierowcy widzą to niemal z dnia na dzień.
Ceny paliw osiągnęły tegoroczne maksima
Według analityków drugi tydzień od wybuchu wojny w Iranie przyniósł kolejne rekordy cenowe na rynku paliw. To właśnie ten konflikt jest dziś jednym z najważniejszych czynników wpływających na wzrost cen ropy i dalsze podwyżki na stacjach. Rynek reaguje nerwowo, a skutki tych zmian bardzo szybko trafiają do detalicznych cenników.

W ostatnich dniach średnia cena oleju napędowego wzrosła aż o 65 groszy na litrze. Pb95 podrożała o 27 groszy, a LPG o 20 groszy, osiągając poziom 3,17 zł za litr. To dynamika, której kierowcy nie obserwują zbyt często w tak krótkim czasie. Szczególnie mocno odczuwają to osoby, które tankują regularnie i pokonują większe trasy.
Od początku obecnego kryzysu ceny paliw wzrosły bardzo wyraźnie. Pb95 zdrożała o 79 groszy, diesel aż o 1,65 zł, a autogaz o 39 groszy na litrze. Dla wielu kierowców to różnica, którą już realnie widać przy kasie. Tankowanie samochodu z silnikiem Diesla staje się dziś szczególnie odczuwalne finansowo.
| Rodzaj paliwa | Wzrost w ostatnim tygodniu | Wzrost od początku konfliktu |
|---|---|---|
| Pb95 | +27 gr/l | +79 gr/l |
| Olej napędowy | +65 gr/l | +1,65 zł/l |
| LPG | +20 gr/l | +39 gr/l |
„Obecne ceny paliw są najwyższe w tym roku i nic nie wskazuje na szybkie odwrócenie trendu” – oceniają obserwatorzy rynku energii.
Tak szybkie ruchy cenowe sprawiają, że część kierowców zaczyna coraz uważniej planować tankowanie. Pojawia się też pytanie, czy to dopiero początek trudniejszego okresu, czy już szczyt obecnej fali wzrostów.
Prognoza na przyszły tydzień nie daje kierowcom oddechu
Największe obawy budzą jednak nie tyle obecne ceny, ile to, co może wydarzyć się za chwilę. Prognozy na przyszły tydzień sugerują, że paliwo znów zdrożeje, a różnice będą na tyle wyraźne, że większość kierowców odczuje je bez większego liczenia. Według przewidywań średnia cena Pb95 może wzrosnąć do 6,75 zł za litr, a Pb98 do 7,49 zł. W przypadku oleju napędowego mówi się o średniej cenie 7,87 zł, choć na części stacji kwota może być jeszcze wyższa.
Nieco droższy ma być także autogaz, który według prognoz może dojść do 3,40 zł za litr. To oznacza, że podwyżki obejmą praktycznie wszystkie główne paliwa. Dla części kierowców nie będzie to może aż tak dotkliwe jak w przypadku diesla, ale wyraźny wzrost kosztów odczuje niemal każdy użytkownik samochodu.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz na kolejny tydzień wygląda tak:
- Pb95 może wzrosnąć do około 6,75 zł/l
- Pb98 może dojść do około 7,49 zł/l
- diesel może kosztować średnio 7,87 zł/l
- LPG może wzrosnąć do około 3,40 zł/l
„Kolejne podwyżki cen paliw wydają się nieuniknione, jeśli sytuacja na rynku ropy nie zacznie się uspokajać” – komentują eksperci.
Dla wielu kierowców to już nie jest tylko krótkotrwałe drożenie. To sygnał, że trzeba przygotować się na droższe tygodnie, a może nawet miesiące. W takim otoczeniu każda różnica kilku groszy zaczyna mieć znaczenie.
Ropa Brent drożeje i napędza wzrosty na stacjach
W tle całej sytuacji znajduje się oczywiście rynek surowcowy. Ropa Brent w piątek kosztowała około 100 dolarów za baryłkę, co samo w sobie robi wrażenie, nawet jeśli było to mniej niż tegoroczne maksimum z 9 marca. W ciągu jednego tygodnia cena baryłki wzrosła o 6,4 dolara, czyli o około 7 proc.. Dla rynku paliw to sygnał bardzo wyraźny, bo taka dynamika zwykle szybko odbija się na cenach detalicznych.
Eksperci podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o samą cenę ropy, ale również o atmosferę niepewności. Inwestorzy obawiają się zakłóceń dostaw, a każde takie napięcie wywołuje presję na kolejne podwyżki. Kiedy do tego dochodzą ograniczenia eksportowe w regionie Bliskiego Wschodu, rynek reaguje jeszcze mocniej.
| Wskaźnik | Aktualna wartość |
|---|---|
| Ropa Brent | ok. 100 dol./baryłkę |
| Zmiana tygodniowa | +6,4 dol. |
| Dynamika tygodniowa | +7 proc. |
„Ropa pozostaje głównym czynnikiem, który dziś dyktuje tempo zmian na stacjach paliw” – zauważają analitycy rynku surowcowego.
Dla zwykłych kierowców przełożenie jest proste. Gdy baryłka drożeje, stacje paliw wcześniej czy później reagują. A jeśli ropa utrzyma się na wysokim poziomie przez dłuższy czas, trudno liczyć na szybki spadek cen przy dystrybutorach.
Rezerwy strategiczne i rosyjska ropa mają łagodzić napięcia
W odpowiedzi na skokowe wzrosty cen część państw oraz Międzynarodowa Agencja Energii zdecydowała się uruchomić rezerwy strategiczne ropy. Łącznie na rynek ma trafić 400 mln baryłek, z czego aż 172 mln baryłek pochodzić będzie ze Stanów Zjednoczonych. Swoje działania zapowiedziały także inne państwa, w tym Japonia, która szczególnie mocno odczuwa napięcia na Bliskim Wschodzie.
To jednak nie wszystko. Stany Zjednoczone zdecydowały się również ponownie zawiesić sankcje dotyczące części sprzedaży rosyjskiej ropy. Według szacunków na tankowcach może obecnie znajdować się ponad 100 mln baryłek ropy Urals, której cena sięga około 66 dolarów za baryłkę. To potencjalnie ważny element wpływający na globalną dostępność surowca.
Jednocześnie Europa nie zmieniła swojego stanowiska wobec sankcji na Rosję. Przedstawiciele państw europejskich nie zapowiedzieli złagodzenia restrykcji, a wręcz dali do zrozumienia, że na razie nie ma na to przestrzeni. To pokazuje, że nawet przy częściowych ruchach ze strony USA globalna sytuacja pozostaje napięta i bardzo niepewna.
„Uwolnienie rezerw strategicznych może chwilowo złagodzić presję, ale nie rozwiązuje podstawowego problemu niestabilności rynku” – ocenia ekspert ds. energii.
Takie działania mogą więc spowolnić podwyżki, ale raczej nie odwrócą ich w krótkim terminie. Rynek nadal obserwuje przede wszystkim to, co dzieje się w regionie kluczowym dla światowego eksportu ropy.
Bliski Wschód ogranicza eksport, a to uderza w ceny paliw
Szczególnie duże znaczenie ma dziś sytuacja eksportowa na Bliskim Wschodzie. Według analityków eksport ropy z tego regionu może w marcu osiągnąć rekordowo niskie poziomy. Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Irak mają ograniczać wysyłki, a w przypadku ZEA spadek eksportu sięga nawet 30 proc. poniżej poziomu 3 mln baryłek dziennie.

Wyjątkiem pozostaje Oman, który zdołał symbolicznie zwiększyć eksport dzięki terminalom położonym poza Cieśniną Ormuz. To jednak zbyt mało, by realnie zrównoważyć ograniczenia w innych krajach. Dla rynku oznacza to jedno: mniej ropy na eksport i większą presję na ceny.
Najważniejsze czynniki napędzające obecne wzrosty to:
- wojna w Iranie
- ograniczenia eksportu z Bliskiego Wschodu
- drożejąca ropa Brent
- napięcia wokół sankcji na rosyjską ropę
- obawy o dalszą dostępność surowca
„Każde ograniczenie eksportu z tego regionu natychmiast odbija się na globalnych cenach paliw” – przypominają specjaliści rynku naftowego.
To właśnie dlatego kierowcy w Polsce obserwują tak szybkie podwyżki, mimo że problem ma źródło tysiące kilometrów od kraju. Rynek paliw działa globalnie, a skutki napięć rozlewają się bardzo szeroko.
Co to oznacza dla kierowców w Polsce
Z punktu widzenia polskich kierowców sytuacja jest dość jasna. Podwyżki cen paliw nie są już tylko prognozą, ale realnym faktem widocznym na większości stacji. Jeśli sprawdzą się obecne przewidywania, przyszły tydzień przyniesie kolejne wzrosty, a diesel na coraz większej liczbie stacji może trwale wejść na poziom przekraczający 8 zł za litr. Dla wielu rodzin i firm to oznacza potrzebę jeszcze uważniejszego planowania wydatków.
W dłuższej perspektywie część prognoz zakłada, że cena ropy Brent może do końca roku spaść poniżej 70 dolarów za baryłkę, a do 2027 roku średnio wynosić około 67 dolarów. To brzmi bardziej optymistycznie, ale na razie dla kierowców liczy się to, co dzieje się teraz. A teraz obraz jest dość ponury: benzyna, diesel i LPG pozostają pod silną presją wzrostową, a rynek wciąż nie pokazuje oznak pełnego uspokojenia.
Najbliższe dni mogą więc okazać się kolejnym testem cierpliwości dla kierowców. Jeśli napięcia wokół ropy nie osłabną, a eksport z Bliskiego Wschodu pozostanie ograniczony, tankowanie jeszcze przez jakiś czas będzie jednym z bardziej odczuwalnych codziennych wydatków.
