W ostatnich latach ceny manicure w Polsce wyraźnie poszły w górę i dla wielu klientek stało się to najbardziej odczuwalną zmianą w branży beauty. Jeszcze niedawno za manicure hybrydowy płaciło się około 80 zł, a dziś coraz częściej standardem są stawki dwukrotnie wyższe, Santeos.pl podaje, powołując się na onet.pl.
Osoby, które umawiały wizyty na początku roku, w wielu miejscach zobaczyły nowe cenniki i musiały dopłacić do tej samej usługi. Skala podwyżek zależy od miasta i salonu, ale kierunek jest jeden: usługi kosmetyczne są droższe niż kiedykolwiek. Stylistki podkreślają, że wzrosty nie są kaprysem, tylko efektem realnych kosztów prowadzenia działalności.
Na ogólny obraz wpływają także dane o podwyżkach w usługach, które rosną szybciej niż część innych kategorii wydatków. Właściciele salonów mówią wprost, że musieli przeliczyć budżety i wprowadzić korekty, bo koszty stałe przestały się spinać. Dla klientów oznacza to jedno: za komfort, higienę i czas specjalistki płaci się dziś więcej, a ceny sprzed kilku lat są raczej wspomnieniem niż punktem odniesienia. Co istotne, wzrost nie dotyczy wyłącznie Warszawy, choć w dużych miastach jest najbardziej widoczny. W mniejszych miejscowościach zmiany bywają rozłożone w czasie, ale również tam cenniki idą w górę.

Dlaczego manicure w Polsce tak podrożał
Gdy klientka wchodzi do salonu, widzi głównie efekt końcowy: równe paznokcie, połysk, trwałość i estetykę. W tle działa jednak cała „kuchnia” kosztów, której z perspektywy fotela nie widać. Salony muszą opłacać czynsz, media, systemy rezerwacji, terminale płatnicze oraz regularny serwis narzędzi. Do tego dochodzą koszty organizacyjne, takie jak utrzymanie stanowisk, sprzątanie i logistyka zamówień. Nawet jeśli pojedynczy wydatek nie wydaje się wysoki, suma wielu pozycji potrafi mocno podnieść koszt jednej usługi.
Duży wpływ na ceny mają także rosnące opłaty związane z prowadzeniem firmy, w tym składki i obciążenia administracyjne. Wiele salonów działa w modelu, w którym konieczne jest utrzymanie wysokich standardów, a to wymaga stałych inwestycji. Koszty energii i innych mediów również są odczuwalne, zwłaszcza tam, gdzie praca odbywa się przez cały dzień i korzysta się z wielu urządzeń. Właściciele przyznają, że podwyżki często wynikają z kalkulacji, a nie z chęci „dodatkowego zarobku”. W praktyce nowy cennik bywa próbą utrzymania dotychczasowego poziomu usług bez cięcia jakości.
Koszty pracy i prowizje – największy element rachunku
W branży beauty najdroższym „składnikiem” usługi są ludzie, a nie same materiały. Doświadczone stylistki coraz częściej pracują w systemie prowizyjnym, gdzie procent od obrotu jest podstawą rozliczeń. Taki model ma sens, bo pozwala utrzymać w salonie specjalistki z umiejętnościami i renomą, ale jednocześnie podnosi koszt każdej wizyty. Salony argumentują, że manicure to nie jest praca dorywcza, tylko pełnowymiarowe zajęcie wymagające precyzji i odpowiedzialności. Jeśli personel ma być stabilny i dobrze wyszkolony, wynagrodzenia muszą nadążać za realiami rynku.
Wysokie koszty pracy wynikają również z tego, że stylistki inwestują w rozwój, szkolenia i nowe techniki. Trendy zmieniają się szybko, a klientki oczekują coraz bardziej dopracowanych efektów i trwałości. To oznacza konieczność dokształcania, a często także zakupu nowych produktów oraz narzędzi. W praktyce płacisz nie tylko za „malowanie paznokci”, ale za czas, wiedzę, doświadczenie i jakość obsługi. Salony podkreślają, że bez tego nie da się utrzymać standardu, którego klienci dziś wymagają.

Co drożeje „po cichu” – materiały, energia i codzienne drobiazgi
Wzrost cen nie dotyczy wyłącznie spektakularnych pozycji typu czynsz czy wynagrodzenia. Salony zwracają uwagę na drobne elementy, które w skali miesiąca robią ogromną różnicę. Jednorazowe akcesoria, pilniki czy części do narzędzi potrafią kosztować wielokrotnie więcej niż kilka lat temu. Do tego dochodzą profesjonalne bazy, topy, lakiery i preparaty do przygotowania płytki, które również zdrożały. Gdy salon pracuje codziennie i obsługuje wielu klientów, te „małe” koszty rosną do poziomu, którego nie da się ignorować.
Znaczenie ma także energia i rachunki za media, bo manicure to nie tylko jedna lampa i chwila przy stoliku. W wielu salonach pracuje równolegle kilka osób, sprzęt działa niemal bez przerwy, a dodatkowo trzeba utrzymać odpowiednią temperaturę i czystość. Do tego dochodzą koszty transportu i logistyki, bo produkty muszą być zamawiane regularnie i często w małych partiach. Salony mówią wprost: bez podwyżek trudno byłoby utrzymać dotychczasowe warunki, a klienci szybko zauważyliby spadek jakości. Dlatego część właścicieli woli podnieść ceny, niż oszczędzać na produktach i bezpieczeństwie.
Higiena i standardy sanitarne podbijają ceny usług
W ostatnich latach branża beauty mocno zmieniła podejście do higieny i organizacji pracy. Dziś coraz częściej normą jest używanie elementów jednorazowych oraz rygorystyczne procedury czyszczenia i sterylizacji narzędzi. To oznacza nie tylko większe zużycie materiałów, ale też dodatkowy czas pracy i koszty sprzętu do dezynfekcji. Klientki oczekują sterylności, a salony muszą być przygotowane na kontrole oraz spełnianie rosnących wymagań. W praktyce „bezpieczny manicure” stał się usługą bardziej złożoną niż kiedyś.
Z perspektywy klienta część tych działań jest niewidoczna, bo odbywa się poza stanowiskiem lub w przerwach między wizytami. Jednak to właśnie te procedury budują zaufanie i ograniczają ryzyko problemów zdrowotnych. Salony podkreślają, że wliczają w cenę także organizację zaplecza, porządek, pracę recepcji i logistykę stanowisk. To nie jest już tylko zabieg, ale cała usługa z określonym standardem. Im wyższy standard, tym trudniej utrzymać dawne, niskie ceny.
Jak i kiedy salony podnoszą ceny oraz jak reagują klientki
Wiele salonów aktualizuje cenniki raz w roku, często na początku stycznia, gdy pojawiają się nowe stawki od dostawców i rosną koszty prowadzenia firmy. Są jednak miejsca, które celowo wybierają inne terminy, aby nie podnosić cen w tym samym momencie co konkurencja. Skala podwyżek bywa różna: jedne salony korygują stawki symbolicznie, inne robią wyraźniejszy skok, aby „nadgonić” koszty z poprzednich miesięcy. Zdarza się również, że część placówek przez jakiś czas wstrzymuje się ze zmianami, jeśli chce utrzymać dostępność usług dla większej liczby klientów. W efekcie na rynku panuje duże zróżnicowanie, a klientki często porównują nie tylko ceny, ale też jakość i bezpieczeństwo.
Reakcje klientek są mieszane, choć wiele osób – zwłaszcza świadomych kosztów prowadzenia firmy – rozumie podwyżki. Część klientek zaczyna planować wizyty rzadziej albo wybierać prostsze warianty stylizacji. Jednocześnie salony zauważają, że lojalność wobec sprawdzonej stylistki jest silna, jeśli jakość jest stabilna i przewidywalna. Pojawia się też presja konkurencji, bo na rynku działa wiele punktów, w tym tańsze alternatywy, które kuszą ceną. Salony premium odpowiadają na to konsekwentnie: stawiają na jakość, higienę i zaufanie, zamiast agresywnych promocji.
Ile kosztuje manicure dziś i jak mądrze wybierać salon
Jeszcze kilka lat temu hybryda za 80 zł była dla wielu osób „normalną” stawką, a dziś coraz częściej spotyka się ceny dwa razy wyższe, szczególnie w dużych miastach. Jednocześnie sama kwota nie zawsze mówi wszystko, bo różnice wynikają z jakości produktów, doświadczenia stylistki i standardu higieny. Dlatego przy wyborze salonu warto zwracać uwagę na warunki pracy, czystość, sposób przygotowania narzędzi i transparentność cennika. Wysoka cena nie zawsze oznacza najlepszą usługę, ale bardzo niska powinna skłonić do sprawdzenia, na czym salon oszczędza. W branży beauty bezpieczeństwo i jakość to elementy, które realnie kosztują i coraz częściej są kluczowym powodem podwyżek.
