„Z zapałem do walki idź pod wiatr, pomimo upadków próbuj jeszcze raz…”

0 1 522

Cierpienie, ból, samotność, choroba – to rzeczywistości, które nas przerażają. Co jednak, gdy stają się naszym udziałem? Jak na nie reagujemy? Jak reagują na nie nasi bliscy?

Diagnoza

W październiku 2009 usłyszałem swoją diagnozę – RAK. Lekarz starał się przekazać tę wiadomość w bardzo delikatny sposób. Tak naprawdę wiele słyszy się o chorobach, nowotworach, ale chyba nikt z nas nie myśli na poważanie, że może to dotyczyć także jego. Do dziś zastanawiam się, skąd miałem siłę… Tę nowinę przyjąłem bardzo spokojnie, na myśl przyszły mi słowa Ojcze nasz – modlitwy, którą wypowiadamy każdego dnia. Szczególnie wybrzmiały „bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”.

Walka

Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Wizyta w szpitalu i zaplanowanie zabiegu, który miał się odbyć następnego dnia. Markery nowotworowe nie pozostawiały wątpliwości, że guza natychmiast należy usunąć z organizmu. Zabieg przebiegł bez większych komplikacji. Przeprowadzono biopsję i próbkę przesłano do badania, na wynik trzeba było poczekać 14 dni. Czas upłynął bardzo szybko. Badanie wykazało dwa nowotwory złośliwe w jednym guzie. Czym prędzej należało zgłosić się do onkologa. Tu zaczęła się bardzo długa droga wizyt, badań. W między czasie badanie kontrolne USG wykazało obecność drugiego guza. Lekarzom trudno było określić, czy był on niezauważony w czasie poprzedniej operacji, czy być może jest to bardzo szybko narastająca wznowa. Tak też zostało to zakwalifikowane. Znów kolejny zabieg, którego świadomość zaczęła mnie przerażać. Jeden po drugim, w odstępie zaledwie dwóch tygodni. Przeszły mi wówczas myśli: tego chyba za wiele. Pojawiło się chwilowe załamanie, to był bardzo trudny moment. Na szczęście nie trwało ono długo, znów przyszły siły. Poczułem się tak, jakby ktoś stanął obok mnie, poklepał mnie po ramieniu i powiedział: Jarek, nie łam się, wszystko będzie dobrze. Z tamtym dałeś sobie radę, więc teraz będzie tak samo. Nie jesteś sam… I tym razem zabieg odbył się bez komplikacji. Przeprowadzona biopsja na szczęście nie wykazała w pobranym materiale komórek nowotworowych. Kolejnym etapem był tomograf komputerowy. Badanie to, dzięki Bogu, nie wykazało żadnych przerzutów w dalsze części organizmu. Nowotwór ograniczył się tylko do jednego miejsca, co z pewnością ułatwi leczenie. Lekarze dla dobrania odpowiedniej metody leczenia, wysłali mnie na konsultacje do dwóch centrów onkologicznych w Polsce: do Gliwic i Warszawy. W rezultacie badań i konsultacji, została podjęta decyzja o poddaniu mnie leczeniu poprzez chemioterapię. Jest to terapia, która sieje spustoszenie w ciele człowieka, ale mimo to jest potrzebna, bo wyniszcza komórki nowotworowe. Konsekwencje czasem są bardzo ciężkie, ale wierzę, że wszystko ma prowadzić do wyzdrowienia.

Moja Golgota

Każdy z nas niesie w swoim życiu krzyż, ale pamiętaj, jak mawiał ks. Tischner: na Golgocie stały trzy krzyże. Krzyż, na którym wisi zbuntowany złoczyńca – on nie przyjął swojego krzyża, pragnął go zrzucić z ramion. Tragedią tego krzyża jest ciągłe rodzenie nowych krzyży. Tak samo czasem jest w życiu człowieka. Pragnie się pozbyć krzyża, który się ma, buntuje się przeciwko niemu, a za to przychodzą inne i to jeszcze cięższe. Człowiek nie rozumie wtedy sensu krzyża.

Drugi krzyż to ten, na którym wisiał Dobry Łotr. Prosił on Boga o przebaczenie, poznał prawdę o sobie. Jest tym, kim jest. Pojął, że jest tylko słabym człowiekiem. Krzyż ten stał się dla niego wielką szkołą prawdy. Ucz się zatem i Ty prawdy o sobie.

Ostatni krzyż – Krzyż Chrystusa – ten z którego „płynie zbawienie”. Jest on wielką tajemnicą. Tego krzyża nie niesie się samemu, ale niesie się go z Chrystusem. Idziesz z tym krzyżem drogą, którą przeszedł już Chrystus. Każdego dnia musisz powtarzać: w ręce Twoje oddaję siebie!

Zastanawiam się więc z kim niosę swój krzyż? Ze zbuntowanym łotrem? Nawróconym złoczyńcą? Czy z Jezusem Chrystusem? Po czasie dochodzę do wniosku, że chyba z wszystkimi trzema: ze zbuntowanym łotrem, gdy jest ciężko i brakuje sił; z nawróconym złoczyńcą, gdy poznaję swoją słabość i niemoc wobec choroby; ale także z Jezusem, gdy powtarzam: „Mogę wszystko w tym, który mnie umacnia”.

Nie jesteś sam

To, co przeczytałeś, nie ma na celu wzbudzić w Tobie litości, ale chciałbym Cię zapewnić, że jeśli cierpisz i łóżko lub dom jest Twoim krzyżem – miej świadomość, że nigdy nie jesteś sam. Jest z Tobą Chrystus, który oddał za Ciebie życie na krzyżu i że są rzesze ludzi, którzy cierpią podobnie jak Ty.

Gdy widzę ludzi, którzy przewijają się w kolejkach do lekarzy, którzy cierpią na oddziałach onkologicznych, trudno jest myśleć o sobie, chciałoby się im pomóc w jakikolwiek sposób – rozmową, modlitwą lub chociażby uśmiechem.

Na szczęście nie jesteśmy sami. Jest wielu dobrych ludzi, których Pan stawia na naszej drodze. Chciałbym zacząć od „białego personelu”. To rzesze salowych, recepcjonistek, pielęgniarek, lekarzy, z którymi spotykamy się na co dzień. Kiedyś przyszło mi na myśl takie porównanie, że są jak aniołowie, tylko często bez pięknych skrzydeł, a jedynie z potem na czołach. Praca tych wszystkich ludzi jest nieoceniona i wszystkie słowa wdzięczności są zbyt małe, by można było im podziękować za każde dobro płynące z ich strony. Trudno nie zauważyć rodziny. Ona czasem przeżywa naszą chorobę bardziej niż my sami. Ważną rolę odgrywają nasi przyjaciele – gdyby nie oni, kto wysłuchałby naszych obaw, żali, kto dodałby otuchy, gdy strach swoimi wielkimi oczami zagląda w nasze oczy?

Najważniejsze rzeczy

Moja choroba nauczyła mnie, co tak naprawdę jest dla chorego ważne. Ważne jest wsparcie, rozmowa, czuły gest, obecność. Ważne jest, żeby ktoś potrzymał za rękę, gdy jest ciężko i powiedział – może się wydawać, te zwykłe słowa – „Wszystko będzie dobrze”, to naprawdę bardzo ważne. Najgorsza jest samotność. Dlatego, jeśli choruje twoja mama czy tato, siostra czy brat, babcia czy dziadziu, przyjaciółka czy przyjaciel, koleżanka czy kolega, sąsiadka czy sąsiad – proszę, nie zostawiaj go samego. Bądź z nim. Nie bój się tego, nawet gdy ta choroba Cię przeraża, gdy czujesz się wobec niej bezsilny. On może mówić, że nie potrzebuje pomocy, ale w rzeczywistości jest inaczej. Każdy, nawet najmniejszy gest jest dla chorego bardzo ważny.

Prośba

Na koniec chciałbym skierować prośbę: jeśli jesteś zdrowy – proszę Cię, pamiętaj o modlitwie prywatnej w zaciszu swojego domu czy kościoła, a w niej o ludziach chorych. Być może sam tej modlitwy będziesz kiedyś potrzebował. Jeśli cierpisz i chorujesz – złącz swój krzyż z krzyżem Chrystusa – to nie slogan, ale coś, czego sam doświadczam – będzie Ci łatwiej. Gdy nie masz sił na szczególną modlitwę – po prostu rozmawiaj z Panem, myślą bądź przy Nim. On z pewnością Cię wysłucha. Nie bój się mówić, co czujesz: że jest Ci źle, że brak Ci sił, że masz tego wszystkiego dość. Nie pytaj się Go: „dlaczego mnie to spotkało”, łatwiej będzie pytać się: „po co”? Wierz mi – szybciej dostaniesz odpowiedź. Krzyż, który niesiesz ma sens – kiedyś odkryjesz jaki. Nie poddawaj się, bowiem: kto wytrwa do końca, ten zostanie zbawiony”(Mt 10, 22).

Komentarze
Loading...