Trzy sprawy do dzisiejszej Ewangelii (kazanie)

0 811

Autor: ks. Tomasz Orzeł

Trudno jest dzisiejszą przypowieść wyjaśnić w krótki i zwięzły sposób. Jednak spróbujmy to zrobić skupiając się na trzech sprawach.

Po pierwsze czym jest talent? Nie zrozumiemy do końca słów Jezusa, jeśli ograniczymy się do rozumienia talentu jako jakiegoś szczególnego daru, uzdolnienia, sprytu w jakiejś dziedzinie. Talent dzisiaj najczęściej kojarzy nam się ze zdolnościami muzycznymi albo sportowymi. W czasach Jezusa talent to była miara, jednostka srebra lub złota. Zwykły robotnik, aby zarobić talent srebra (od 35-do 65 kg) musiałby pracować ok. 15 – 20 lat. Mówiąc najprościej talent to niewyobrażalnie dużo, to nieopisane bogactwo. A co dopiero 2 lub 5 talentów. Mama 5 letniego Bartka, chłopczyka, który ma jedną rękę skróconą i pozbawioną dwóch palców, zwracając się w Internecie o pomoc finansową do ludzi dobrej woli, pisze tak: Martwię się o jego przyszłość i dalsze funkcjonowanie w społeczeństwie. Oddałabym wszystko, aby mój syn był zdrowy i rozwijał się prawidłowo. Innymi słowy talent ewangeliczny to jest wszystko. Wszystko, co Pan Bóg mi dał, moje życie, moje człowieczeństwo, to wszystko czego nie można przeliczyć na pieniądze. I jedno z przesłań dzisiejszej Ewangelii to pytanie o to, co ja robię ze swoim życiem? Na co je poświęcam? Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię. Czy tak mogę opisać moją codzienność, moje życie, moje spotkania z innymi ludźmi? A może słowami bardziej odpowiednimi będą słowa: zło i gnuśność? Talenty to różne okazje, jakie przynosi życie do zrobienia czegoś dobrego, do powiedzenia choćby dobrego słowa, do zainteresowania się drugim człowiekiem.

Dlaczego trzeci sługa nie wykorzystał dobrze tego, co od Pana otrzymał? Bo się bał, bo sparaliżował go strach, bo nie umiał zachwycić się tym darem, który otrzymał, bo nie zrozumiał słów Jezusa, Który w innym miejscu powiedział: Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego. Czy możemy sobie wyobrazić dziecko, które dostaje prezent i nie chce go natychmiast rozpakować, tylko chowa go gdzieś głęboko w szafie?! Przeciwnie – rozpakowuje go szybko i cieszy się nim i pokazuje innym domownikom: mamo, tato, zobaczcie, co dostałem! Będę mógł zabrać tę zabawkę albo nowy telefon do szkoły? Mogę się ubrać w tę nową sukienkę? Mogę w nowych butach iść pograć w piłkę? Takiej dziecięcej radości, spontaniczności nam brakuje. Zachwytu nad własnym życiem, radosnego wykorzystania możliwości, jakie niesie życie, dostrzeżenia, że moje życie jest dobrem. Czasem trudnym dobrem, bo dobre to nie znaczy łatwe i tylko przyjemne. I pomnażanie talentów to dzielenie się dobrem z innymi, to zarażanie innych optymizmem i nadzieją. Ta dzielna niewiasta z dzisiejszego pierwszego czytania to przedstawienie dobrego życia, mądrości życiowej. Jeśli w życiu kierujemy się Bożą mądrością to nie czynimy źle, ale dobrze, otwieramy dłoń ubogiemu a do nędzarza wyciągamy swe ręce. To jest właśnie mądre przeżywanie życia, to jest pomnażanie talentów.

I jeszcze jedno. Jak zrozumieć słowa Jezusa: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Przecież to niesprawiedliwe. Żeby dobrze zinterpretować to zdanie i przełożyć na naszą codzienność, trzeba zacząć od tego, co według Jezusa znaczy słowo „mieć, posiadać”. Pan Bóg nie jest księgowym. Do Ewangelii nie zawsze mają zastosowanie prawa matematyki. Ona uczy, że liczby się zwiększają tylko przez dodawanie, pomnażanie, potęgowanie. Ale biologia pokazuje, że życie tworzy się i rodzi się przez dzielenie, przez podział. Dla Jezusa „mieć” to znaczy „podzielić się” albo nawet „oddać” czy wręcz „stracić”. „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, ten je zyska”. Jeśli tego, co z Bożą pomocą uzyskałem w tym życiu, osiągnąłem, zarobiłem, będę samolubnie i zazdrośnie strzegł przed innymi, jeśli się nie będę tym umiał radośnie i spontanicznie dzielić, to zmarnuję moje życie. Stracę je. I sam się wykluczę z Królestwa Bożego. Popadnę w ciemność. A jak w ciemności dostrzec Oblicze Boże? Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. W ciemności króluje strach, smutek, narzekanie. Tam nie ma żadnej radości. Dlatego nie zapominajmy o słowach św. Pawła: Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!

Komentarze
Loading...