#EDK – Słów kilka…

Paweł Jędo - EDK
0 1 422

Ludzie gadają, że super sprawa, że sprawdzenie się czy dam rade, czy podołam… Nie do końca o to chodzi, chociaż również i o to. Bo jednak 40, 50 czy nawet 70 km dla kogoś kto z wysiłkiem fizycznym nie ma do czynienia, będzie mega wyzwaniem. Powiem czym dla mnie jest, chociaż może was to tyle obchodzić, co nic.

Takiej Drogi Krzyżowej nie przeżyjesz będąc w ciepłym kościele, która trwa jakieś pół godziny, co i tak dla wielu jest za długo, otoczony masą tłumu dzwoniących telefonów. I jeszcze te dzieciaki, które są tu na przymus, bo “MUSZĄ”, a nie “CHCĄ”, bawiąc się smartfonami. W kościele TAKIEJ drogi nie przeżyjesz. NIGDY!

Start
Strona fizyczna? Raczej z tym problemu nie mam, chociaż zastanawiałem się, czy nogi nie odmówią mi posłuszeństwa po którymś kilometrze, czy nie zasnę na stojąco, jak mi się to zdarzyło. Dla mnie jest to okazja do sprawdzenia tego, jak bardzo kontroluje swoje ciało, i swoją SIŁĘ! Tyle tutaj.
Moja EDK zaczęła się właściwie po pracy, gdy wsiadałem do busa do Krakowa. Już wiedziałem, że mi się piruńsko nie chce. Że chce do domu, do łóżka, z piwkiem, przy dobrym filmie. Tyle chciałem. Czy to wiele? Nie. Poprzednie razy… byłem napalony jak szczerbaty na suchary, a teraz? Jezu! Jak mi się nie chce. Myśl o całej nocy chodzenia 47 kilometrów przez to wszystko… nie chce… Ale w tym chyba o to chodziło, żeby pokonać siebie, bo jak powiedział mi ktoś, OWOCE będą tym większe, im bardziej mi się nie chce.
I tutaj odkrywam przed Wami swój wymiar duchowy.

Dlaczego ide, i z KIM?
W EDK chodzi o doświadczenie choćby w JEDNEJ MILIARDOWEJ tego, co przeżywał dwa tysiące lat temu Chrystus umierając za nas. Zwłaszcza, kiedy zaczną nas boleć nogi, zasypiamy na stojąco, jest deszcz, śnieg, mróz, ciuchy przemoczone, zimno, ciemno, wiatr niemiłosiernie wali po twarzy, buty topią się w błocie, gubisz ścieżkę na środku jakiegoś pola, włazisz pod górę na której jest jakiś tam zamek, tylko po to żeby z niej zejść, a w lesie, w którym jesteś pierwszy raz w życiu, jest nie wiadomo co, na dodatek bateria pada w czołówce, i masz taką wielką ochotę rzucić to wszystko i wrócić do ciepłego łóżka.
Tylko teraz pytanie: I CO Z TEGO? Tak szczerze: TO NIC! TO TYLKO malutka cząstka tej Prawdziwej Drogi, tego co On przeżywał… obojętne czy przeszedłeś 50 czy 100 kilometrów, i jak bardzo była EKSTREMALNA.
TO JEDNO, WIELKIE, NIC. On przeszedł AŻ kilkaset metrów, za każdego z nas z osobna, niosąc nas, nasze życia, grzechy, i się nie skarżył, że Go nogi bolą, albo że buty przemoczył, że wlazł w…, że za ciężko, że spać się chce. On się nie poddał. Chyba i to jest ten główny MOTYWATOR. Nie poddał się aż do końca.

A co z nami?
My nigdy Mu do pięt nie dorośniemy, nawet po milionach takich dróg. Od strony duchowej, wierzę w to, że mamy wielkie szczęście, bo możemy MU pomóc, chociaż ten malutki kawałek. Wziąć swoje życie, zmienić to co było złe, niewłaściwe. Przejść tę drogę PRZEŁOMU, który zacznie się za… 3… 2… 1… TERAZ. Dlatego idę, i nie sam, a z NIM. W co wierze, i za co jestem wdzięczny. Mimo, że bardzo nie chciałem, poszedłem. Zwyciężyłem.
Koniec? kropka? Nie. Początek #PRZEŁOM.
Dzięki za #EDK!

Komentarze
Loading...