Być miłosiernym jak Samarytanin
wielu z nas zadaje sobie pytanie: jak żyć? Jaką podjąć decyzję, by w przyszłości być szczęśliwym? Nie ma na świecie człowieka, który nie chciałby posiadać takiego stanu, lecz różnorakie wydarzenia, okoliczności ukazują nam, że nie można we współczesnym świecie osiągnąć stanu ataraksji.
Każdy człowiek przychodzący na świat jest obciążony grzechem pierwszych rodziców. Po odejściu Adama i Ewy od Boga stan grzechu istnieje do dziś i jest on nie do wyeliminowania, stąd też na świecie możemy odnaleźć wiele osób, które cierpią, są opuszczone, poniżane i uciskane przez możnych tego świata. Nie mają nikogo, kogo mogliby poprosić o pomoc. Nikt się nimi nie interesuje, często zmuszeni są do żebrania na ulicy lub udania się do Domu Opieki Społecznej. Osoby takie traktowane są jako wyrzutki społeczeństwa, które nie mają prawa głosu, są odrzucone przez wszystkich. Żyjemy w czasach, w których dość często takie sytuacje są dostrzegalne. Współczesna ludzkość jest zabiegana, zapracowana, zapatrzona na własne dobro. Nie zwraca ona uwagi na ludzi, którzy rzeczywiście potrzebują pomocy.
Każda z tych osób chciałaby mieć godne życie, być szczęśliwa i traktowana jako członek społeczeństwa. Jezus w Ewangelii mówi konkretnie, że należy być miłosiernym, postępować zgodnie z przykazaniami Bożymi i nauką Kościoła. Nie należy odtrącać osób, które potrzebują pomocy. Lewita i kapłan nie pochylili się nad człowiekiem, który leżał bezwładnie na ziemi. Dopiero prosty samarytanin okazał temu cierpiącemu człowiekowi swoje miłosierdzie.
To on wyciągnął do niego pomocną dłoń. Wziął go pod swoją opiekę. Zawiózł do karczmy, napoił i przyodział. Jak często my sami pomagamy bliźnim? Ile razy wyciągnęliśmy do biednego, potrzebującego swoją dłoń? Czy tak trudno pochylić się we współczesnym świecie nad ubogim, bezdomnym? Nikt z nas nie zubożeje i nie okryje się hańbą, lecz za okazaną pomoc odzieje się chwałą. Czy potrzeba aż tak wiele, żeby uczynić tak wiele? Zadajmy sobie to pytanie. Ile razy przeszliśmy obok potrzebującego nie zwracając na niego uwagi, wyśmiewając się z jego losu? Młodzi ludzie są bardzo nieczuli na krzywdę drugiego człowieka. Dość często dochodzi do nadużyć w tej kwestii. Zdarza się, że młodzież rywalizuje między sobą i prześciga się w popularności, kto w lepszy sposób, bardziej wyszukany poniży drugiego wyrządzając większą krzywdę. Nie zdają sobie sprawy, jak wielki ból zadają drugiemu przez takie zachowanie. Następstwem takich postaw u osoby nękanej są zaburzenia psychiczne, odosobnienie. Pojawiają się stany lękowe, które prowadzą dość często do radykalnych kroków, jakimi są nawet próby samobójstwa. Osoba nękana, dręczona nie szuka pomocy, nie zwierza się ze swoich problemów. Próbuje je sama rozwiązać, ale nie jest w stanie tego dokonać. Trudno takiej osobie pomóc. Jak zauważyć, że coś złego się dzieje? Obserwacja w tym przypadku jest bardzo ważna, choć nie zawsze na jej podstawie można zauważyć, że coś jest nie tak. Co w takim przypadku? Jak zareagować? Jeśli obserwacja nie pomaga, a nawet rozmowa, to jest to sytuacja bez wyjścia.
Jeśli dziecko nie otworzy się przed swoimi rodzicami to oni nie są w stanie mu pomóc. Tak jak w Ewangelii miłosiernym okazał się samarytanin, tak też i w wyżej ukazanej sytuacji blisko nas jest ktoś, kto chce dla nas dobra. Chce nam pomóc niezależnie od tego czy jest bogaty, czy też nie. Pragnie dla nas jak ten samarytanin szczęścia, dobra.
Postępujmy w życiu tak jak Samarytanin,
byśmy i my mogli być szczęśliwymi.