Biorę do ręki różaniec i modlę się za mój Kościół
Autor: Agata Łucja Bazak
„Nie dzieje się nic
po prostu rozmawiam z Bogiem
nie dzieje się nic
tylko we mnie
rodzi się słowo”(modlitwa, ks. Wacław Buryła)
Październik w tym roku (2018 r.) jest wyjątkowo ciepły i słoneczny. Biorę do ręki różaniec i modlę się za mój Kościół, moich bliskich, ludzi, których codziennie spotykam i za moich uczniów. Blask słońca na niebie przypomina mi o zmartwychwstaniu Chrystusa. W taki też dzień, być może Maryja, Matka Jezusa została wzięta do nieba i ukoronowana na Królową nieba i ziemi.
Różaniec, który rozważam przypomina mi o tajemnicach życia, drogi i prawdy. Przypomina nie tylko o tajemnicach z życia Maryi czy Jezusa, ale i o moich także. Bo różaniec to także części tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych mojego życia. To części tajemnic mojej drogi, życia i prawdy. Drogi, którą odkrywam, życia, w którym uczestniczę i prawdy, którą poznaję.
Modlitwę różańcową ukochał nasz największy rodak Jan Paweł II i do jej odmawiania nas Polaków zachęcał: „Jest to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem. Powtarzamy w niej wielokrotnie te słowa, które Maryja usłyszała z ust Archanioła i z ust swej krewnej, Elżbiety. Do tych słów dołącza cały Kościół (…). Jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez – można by powiedzieć – serce Jego Matki. Równocześnie zaś w te same dziesiątki Różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. (…) W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim” (Jan Paweł II, 29. 10. 1978 r.).
Różaniec jest modlitwą poprzez, którą wielbimy Trójcę Świętą. Jest modlitwą, która przynosi ukojenie w strapieniu, zrozumienie w cierpieniu i uśmiech w szczęściu. Różaniec nie jest „klepaniem” wyuczonych na pamięć formułek – jak to niektórzy mówią. Różaniec jest głębokim wnikaniem, głębokim zanurzaniem i kontemplacją Obecności Boga. Jest także potężną siłą, dużą podporą w dniach smutku i udręczenia.
Stoję na przystanku, czekam na autobus i modlę się na różańcu, który jak kwiaty składam u stóp Niepokalanej Pani.
„Bo odmawiać różaniec – mówił Jan Paweł II – to znaczy udać się do szkoły Maryi i uczyć się od niej, matki i apostołki Chrystusa, jak żyć całkowicie zgodnie z wymogami wiary chrześcijańskiej. Ona pierwsza uwierzyła, a w Kościele w wieczerniku jednoczyła w miłości pierwszych uczniów swego Syna. Przy odmawianiu różańca nie chodzi o powtarzanie formułek, lecz raczej o nawiązanie intymnego dialogu z Maryją, o okazanie Jej zaufania, powierzenie trosk, otwarcie przed nią serca, ukazanie własnej gotowości na przyjęcie planów Bożych i obiecanie wytrwania w wierności dla Niej we wszystkich, szczególnie trudnych i bolesnych sytuacjach, będąc pewnym Jej pomocy w uzyskaniu wszelkich potrzebnych dla naszego zbawienia łask od Jej Syna” (Jan Paweł II, Z przemówienia wygłoszonego przed modlitwą „Anioł Pański” 2 października 1988, Osservatore Romano <niem.> 7 października 1988).
Miesiąc październik jest doskonałym czasem, aby udać się do szkoły Maryi i zacząć uczyć się, jak żyć, jak być Bogu posłusznym i jak Go uwielbiać.
„Najwyższy uczynił Maryję jedyną Skarbnicą swych bogactw i jedyną Szafarką łask, by według swej woli uszlachetniła, podnosiła i wzbogacała ludzi, aby wprowadzała, kogo zechce na wąską drogę, wiodącą do nieba, aby przeprowadzała kogo zechce, mimo wszelkich przeszkód przez ciasną bramę życia, aby wreszcie dała tron, berło i koronę królewską komu Jej się podoba. Jezus jest wszędzie i zawsze owocem i Synem Maryi; a Maryja jest wszędzie prawdziwym drzewem, które nosi owoc życia i prawdziwą Matką, która rodzi Jezusa Chrystusa. Tylko Maryi oddał Bóg klucze skarbnicy Bożej Miłości i dał Jej zdolność, by postępowała najwspanialszymi i najtajniejszymi drogami doskonałości i innych na nie prowadziła” (Święty Ludwik Grignion de Montfort).
Maryja, jako Królowa łaski Bożej wyprasza nam wiele łask, o których nawet nie wiemy, robi to skrycie, ale jakże skutecznie. Módlmy się zatem za Jej pośrednictwem. Bóg cieszy się z takiej modlitwy szczególnie, bo podziwiamy Go w najdoskonalszym stworzeniu, które uczynił, w Maryi. Jezus umierając na krzyżu uczynił Ją naszą Matką. Jesteśmy więc Jej dziećmi (J 19,25-27). Ile razy podnosimy różaniec i wznosimy go ku niebu, Maryja klęczy obok nas, ile razy jesteśmy na Mszy Świętej Ona jest z nami, ile razy adorujemy Jezusa, Maryja wpatruje się w Niego razem z nami, modli się za nas, kiedy upadniemy i raduje się kiedy powracamy. U Niej zawsze możemy szukać pomocy, nigdy nas nie odrzuci. Jest naszą Matką.
„Tam, gdzie jest Maryja, jest Bóg; gdzie jest Bóg, jest i Maryja. Zawsze, gdy klękasz do modlitwy i zaczynasz nowy dzień, zaproś Ją, aby była razem z tobą. Wtedy Ona wyprosi to, czego ty nie będziesz umiał wybłagać. Maryja nie mówi wiele, na kartach Ewangelii zabiera głos zaledwie kilka razy i to wystarcza, aby Ją pokochać. Nie ustami, ale przykładem życia zaprasza cię, abyś przyszedł do Jezusa i niczego nie pragnie ponad to, żeby przyprowadzić cię do Niego. W ciszy uczy cię jak żyć, wykorzystać cenne sekundy, abyś w czasie Sądu Ostatecznego nie musiał się nimi wstydzić. Jak każda mama i Ona chce dla ciebie dobra, dlatego daje ci wiele znaków i wskazówek, abyś nie zboczył z drogi wyznaczonej ci przez Boga. Kiedy zejdziesz z niej woła do ciebie, prosi: <Wróć do Mnie, odrzuć drogę grzechu i wybierz drogę miłości!> Piękna Pani w La Salette podtrzymywała na swoich piersiach krzyż z jeszcze żywym Jezusem, promieniował on niezwykłym światłem, które otaczało Maryję. Jezus pokazuje w ten sposób, że On jest najważniejszy. Maryja przychodzi w Jego imieniu, aby przypomnieć ci najważniejsze orędzie, które Jezus zostawił światu. Maryja troszczy się o twoją relację z Jezusem, dlatego tak często mówi do ciebie: <Módl się moje dziecko, rozmawiaj z Jezusem, przy Nim nigdy się nie zmęczysz, On tak bardzo cię umiłował!>” (cyt. za Marcin Madej, „List do Ciebie”, 4 czerwca 2018).