[KAZANIE] Pan Jezus nie obiecał łatwego życia

0 1 194

Autor: ks. Tomasz Orzeł

Czasem kiedy oglądamy zdjęcia albo filmiki z jakiejś uroczystości, wyjazdu czy wakacji, pada zdanie „Nie lubię oglądać fotek ani filmików gdzie ja jestem. Bo jakoś źle wychodzę na zdjęciach”.I często tak jest, że zauważamy wtedy albo zwracamy uwagę na to, co jest w nas niedoskonałe, co chcielibyśmy zmienić w swoim wyglądzie albo czego w sobie nie lubimy. To, co teraz powiem zabrzmi może ryzykownie, ale nie lubię tego fragmentu Ewangelii. Nie lubię kiedy Pan Jezus przypomina mi o miłości nieprzyjaciół, o konieczności przebaczenia i o tym, że jako Jego uczeń nie mogę odpłacać złem za zło. O ileż Dobra Nowina byłaby łatwiejsza do strawienia gdyby wyrwać z niej tę jedną kartkę, wymazać tych parę linijek. Ale to trochę tak jakby powiedzieć, że gdyby na świecie nie było kamer, aparatów, smartfonów ani lusterek, to wszyscy bylibyśmy piękni. Co prawda pewnie większość gabinetów kosmetycznych, siłowni, salonów piękności musiałoby zbankrutować ale za to większość z nas mogłaby poczuć się lepiej.

Ale Pan Jezus nie obiecywał łatwego i przyjemnego życia. Mówił wprost: jeśli, kto chce pójść za mną niech bierze Krzyż.I czasem tym krzyżem jest właśnie miłość bliźniego, a raczej może sam bliźni.

Jakie zatem ma być moje odnoszenie się do drugiego człowieka, by można to było nazwać miłością bliźniego. Jakie są cechy takiej miłości.

Po pierwsze bezinteresowność. I to dla wielu z nas jest trudne, bo od dzieciństwa jesteśmy uczeni, że w życiu jest coś za coś, że na miłość też trzeba sobie zasłużyć. Jak zjesz obiad, to dostaniesz ciastko. Jak będziesz grzeczny to mamusia ci coś kupi. A jak będziesz płakać to tatuś będzie zły i nie będzie Cię lubił.A ponieważ dzieci świetnie się uczą i super naśladują to powielają ten schemat: jak mi nie chcesz kupić jakiejś zabawki albo ubrania, to znaczy, że mnie nie kochasz. Potem w dorosłym życiu robimy dokładnie tak samo. Handel wymienny. Ja Ci ugotuję, wypiorę, wyprasuję a może nawet pojadę na imieniny do twojej mamusi a mojej teściowej  a Ty za to mnie zabierzesz do galerii na zakupy, będziesz cierpliwie znosił moje grymaszenie i zapłacisz za kolejną bluzkę i 17 parę butów. Albo zaprośmy brata z rodziną do nas na Wielkanoc, bo oni nas zaprosili na Boże Narodzenie i jak im się nie zrewanżujemy to nas będą obgadywać w rodzinie i wśród znajomych. W ilu rodzinach tak jest? Albo inaczej, w ilu tak nie jest? I tak można by mnożyć. To dlatego, tak trudno nam przyjąć słowa: Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to należy się wam wdzięczność? I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność?I kiedy się przeglądam w tych słowach jak w zwierciadle to moje tzw. chrześcijaństwo nie wygląda najlepiej. Zresztą sam Jezus pozbawia mnie złudzeń. I grzesznicy to samo czynią.

Miłość bliźniego to nie jest tylko uczucie. Nie każdy każdego musi lubić. To się nawet nie da, bo – jak mówią – serce nie sługa. Ojciec Leon Knabit mówił:

Człowieka, który doniósł Niemcom na mojego ojca (i okupanci rozstrzelali mojego tatę), nie mogę kochać taką samą miłością, jaką kocham swoją mamę. Niemniej jednak jako chrześcijanin kocham tego donosiciela i staram się go nie osądzać. Niech sam Pan Bóg go osądzi i ukarze za zło, które popełnił. Moja miłość do niego wyraża się w tym, że mu wybaczam i życzę, aby się zbawił.

Spróbujmy teraz pomyśleć o osobie, która mnie najmocniej w życiu skrzywdziła albo obraziła. Czy umiałbym powiedzieć: nie poczytaj im tego grzechu, przebacz Boże temu człowiekowi, chociaż ja mu nie umiem przebaczyć. Albo wyobraźmy sobie sytuację rodziców, których nastoletnie dziecko się pogubiło, robi głupie rzeczy, zaczyna niszczyć własne życie. Kochający rodzice będą wtedy przeżywali trudne uczucia: lęk, gniew, rozczarowanie a czasem bezsilność. Dlatego, że kochają. Kochać to nie to samo co lubić. Można kochać także tych, których się w danym momencie nie lubi. Albo których się w ogóle nie lubi. A można też nie kochać tych, których się bardzo lubi.

Miłość nieprzyjaciół nie oznacza, że uważamy naszych wrogów za miłe osoby. Ta miłość oznacza gotowość do pomocy, gdy zajdzie taka konieczność, np. gdybym spotkał mojego wroga, który umiera z głodu lub pragnienia. Nie mamy też kochać ich za zło, które w nich jest, ale za dobro, którego źródłem jest sam Bóg, bo przecież są dziećmi Bożymi. I tak jak Dobry Łotr mogą zostać zbawieni.

Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół. Ktoś powie: to niemożliwe, tak się nie da. To jest możliwe, da się. Jeśli tylko nauczymy się od Jezusa rozdzielać grzech od grzesznika. C.S. Lewis napisał w Opowieściach z Narni

„Jak mogę nienawidzić coś, co zrobił zły człowiek, ale nie samego człowieka? Po latach uświadomiłem sobie, że jest osoba, wobec której zachowywałem się tak przez całe życie – ja sam”.

Komentarze
Loading...