Wiesz, co jest najcięższą karą czyśćcową?

Autor: Agata Łucja Bazak

            W mojej miejscowości, a w twojej pewnie również, na skraju lasu znajduje się polana, a na niej stoi taka mała, drewniana, szafkowa kapliczka. W niej umieszczony jest wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Przy niej stoi krzyż. Przechodząc obok zawsze przystaję na chwilę i wznoszę me myśli ku Bogu. Czy wiesz, że najcięższą karą czyśćcową jest poczucie bycia daleko od Boga i ogromna tęsknota za Nim?…

            Krzyż jest zwyczajny, drewniany, ale jakże dobrze, że tu stoi, jak dobrze, że o Bogu przypomina. Można zwrócić swe myśli ku Panu i wymodlić dla siebie potrzebne łaski, póki jest jeszcze czas, bo tam, po tej drugiej stronie życia już go nie ma. Więc modlę się tu, na tej polanie i jestem wdzięczna Bogu, że mogę to czynić.

            Ojciec Pio powiedział kiedyś swemu duchowemu synowi, ks. Domenicowi Labellartemu, że „Lepsze jest całe życie w największych kaźniach, niż jeden dzień w czyśćcu”. A siostra Faustyna Kowalska w swoim dzienniczku napisała, że „Dusze te (tj. czyśćcowe) modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie”. A więc, po tamtej stronie życia dla siebie wymodlić nie mogą już nic. Dlatego notabene tak ważna jest modlitwa za zmarłych. Dusze czyśćcowe są jej po prostu spragnione.

            Stoję pod krzyżem, w rozmowie z Panem zatopiona. Czy jest łatwo? – pytasz. Czasami trudno, bo trzeba poddać się zawierzeniu, że Pan Bóg jest, że słucha, że odpowiedzi udzieli. Życie jest trudne – mówią niektórzy. Owszem, a i bardzo często nas ono przygniata, ale nie wolno się poddawać. Przychodząc pod krzyż, przychodzi się do Boga. Przychodzi się do Chrystusa, by pobyć w Jego obecności, by swoje rany przyłożyć do Jego ran.

            Krzyż Chrystusa uczy, by na modlitwie nie wykłócać się o żadne łaski, ale cichutko przyjść i zatopić się wiarą w żywą obecność Boga. „A gdy się modlicie nie bądźcie wielomówni jak poganie” (Mt 6, 7). „Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do izdebki swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego. A wie Bóg Ojciec wasz czego potrzebujecie wcześniej zanim go poprosicie” (Mt 6, 6).

            Jednak czasami trzeba z rozwagą dać świadectwo przed ludźmi i odważnie przyznać się do bycia uczniem Chrystusa. Aby Jego światło, które płonie w sercu zbliżonym do Niego, nie zgasło i aby wiara nie stała się martwą. „Niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16).

            Poranne bicie dzwonów przypomina o drodze. Tej jeszcze ziemskiej. Gdzie pójdę? – pytasz. – Na Eucharystię, by głód serca zaspokoić Bożym Słowem i Ciałem.

            Jeżeli mam być winnicą Pana, to muszę podobnie, jak Ty użyźniać swoją glebę Jego drogocennym Ciałem i Krwią. Wiesz … człowiek ograniczony w swojej skończoności nigdy do końca nie pozna, a tym bardziej nie zrozumie nieskończonej wielkości Pana Boga.

            „Jego Ciało za nas wydane, gdy nim jesteśmy karmieni, umacnia nas, a wylana Krew, gdy jesteśmy nią pojeni obmywa nas” (Prefacja o Najświętszej Eucharystii). „Eucharystia to przede wszystkim ta świadomość: jestem miłowany, ja jestem miłowany. Ja taki jaki jestem” (Jan Paweł II, Słowo do młodzieży, Kraków 1980 r.).

            Eucharystia jest ucztą Bożej miłości. Przepełnia nas miłością, ponieważ wiekuista ofiara Chrystusa, jak ziarno przynosi owoc w nas. Tchnie w nas Boże życie, rozdziela nam przez Ducha Świętego zwycięstwo zmartwychwstałego Pana i uzdalnia do dawania świadectwa.

            Jan Paweł II powiedział kiedyś, że „Nie czas teraz wstydzić się Ewangelii, ale czas głosić ją na dachach” (Homilia, Światowe Dni Młodzieży, Denver 1993 r.). A więc moi Drodzy Młodzi Przyjaciele – „w górę serca”! I w drogę, z kerygmatem na opłotki świata.

 

Komentarzy (0)
Dodaj komentarz