Autor: ks. Tomasz Orzeł
Życie Jezusa naznaczone było cudami. Uzdrawiał chorych, wskrzeszał zmarłych a także potrafił rozmnożyć chleb, by nakarmić tysiące ludzi. Panował nad przyrodą, kiedy uciszył burzę na jeziorze. Kiedy czytamy Ewangelię nieraz może myślimy „gdyby tak dzisiaj Pan Jezus przyszedł i zrobił jakiś cud łatwiej byłoby mi w Niego uwierzyć”.
Dzisiaj Wielki Czwartek dzień, w którym świętujemy ustanowienie Eucharystii.
„Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Podobnie, wziął kielich, mówiąc: «Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej”.
Jakże trudno nam uwierzyć w te słowa. Jakże trudno nam uwierzyć, że ilekroć uczestniczymy we Mszy Świętej uczestniczymy w cudzie.
Papież emeryt Benedykt napisał ostatnio długi artykuł o sytuacji współczesnego Kościoła. I pisze tam, że dzisiaj Mszę Świętą sprowadziliśmy do poziomu wydarzenia towarzyskiego, będącego dodatkiem do różnych wydarzeń najczęściej o charakterze rodzinnym. Bardzo często ma to miejsce podczas ślubów, gdzie najważniejszy jest kamerzysta i fotograf. Podobnie jest czasem na uroczystości I Komunii Świętej. Dzisiaj często Msza Święta ma wielu bohaterów: narzeczeni na ślubie, dzieci na I Komunii, stroje, kreacje, śpiewy. Coraz trudniej dostrzec nam obecność Pana Jezusa. Coraz trudniej wierzyć nam w to, że kiedy jesteśmy na Mszy Świętej to jesteśmy z Jezusem w Wieczerniku i na Golgocie. Gdyby chrześcijanie w to naprawdę wierzyli, to jak mogłoby ich brakować na niedzielnej Mszy Świętej.
Choć to brzmi bardzo dziwnie, absurdalnie, to jednak przywołam taki obraz. Ktoś mi mówi: szybko, chodź, Jezus na ciebie czeka w Wieczerniku, przelewa Swoją Krew na Krzyżu podczas Mszy Świętej. A ja powiedziałbym: nie mam czasu, dzisiaj niedziela handlowa jadę na zakupy, goście do mnie przyjechali bez uprzedzenia nie mogę ich zostawić. Wyobraźcie sobie jak mogłaby być frekwencja, ilu ludzi w kościele gdyby się otrzymywało jakieś dobra materialne: smartfony, telewizory, pieniądze. Jak ludzie się przepychają, ustawiają w kolejce, kiedy jest jakaś promocja, przecena, kiedy można coś wartościowego kupić. Przypominacie sobie, żeby ktoś stał kilka godzin wcześniej w niedzielę przed kościołem, żeby się nie spóźnić, żeby być jak najbliżej Jezusa? Kiedy jest koncert jakiejś gwiazdy albo jakiś super mecz ludzie jadą z daleka, znoszą niedogodności podróży, chcą być jak najbliżej sceny albo jak najbliżej boiska, żeby to wydarzenie jak najlepiej przeżyć, żeby zapamiętać jak najwięcej.
Pan Jezus pyta dzisiaj swoich uczniów: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Czy rozumiemy czym jest Msza Święta? Tego zrozumieć się nie da. W obecność Jezusa w Eucharystii można tylko uwierzyć. I chyba za rzadko modlimy się tak jak Apostołowie: Panie, przymnóż nam wiary! Przymnóż nam wiary, żebyśmy nie mówili i nie myśleli, że idziemy do kościoła, tylko, że idziemy na spotkanie z Tobą Jezu.
W ten wielkoczwartkowy wieczór prośmy o dar wiary w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Bo ta wiara może zmienić bardzo wiele w moim życiu. Jeśli uwierzę, że na Mszy Świętej jest Jezus, że On jest obecny tu, na tym ołtarzu to nie będę musiał chodzić na Mszę Świętą, bo będę jej pragnął, będę jej wyczekiwał, będę tęsknił za spotkaniem z Jezusem. Jeśli uwierzę, że na Mszy Świętej jest Jezus, to nie będę gadał w kościele, byle co mnie nie rozproszy, nie zabierze mi skupienia, moje gesty, moja postawa będzie piękna, nie będę byle jak robił znaku krzyża, padnę przed Jezusem na kolana a nie będę udawał przykucając lub przybierając jakieś inne dziwaczne pozy. Wiara w obecność Jezusa zmieni także wiele w moim odnoszeniu się do innych. Bo jak mając Boga w sobie w Komunii Świętej, jak tu się nie odzywać do drugiego człowieka, jak go obgadywać, jak tu przeklinać albo być obojętnym wobec potrzebujących.
Dzisiejsza liturgia to również pamiątka ustanowienia sakramentu kapłaństwa. Trudno jest mówić o kapłaństwie tak jak trudno jest wyrazić w słowach ojcostwo lub macierzyństwo. Jest jeszcze jeden problem. Trudno jest mówić o kapłaństwie, bo i tak do końca się nie zrozumiemy. I nie ma w tym nic złego. Bo tak jak ja mogę sobie tylko próbować wyobrazić co znaczy być matką, ojcem, nie wiem co to znaczy martwić się o wnuki tak samo nie mogę oczekiwać od was byście zrozumieli do końca mnie jako księdza.
I pewnie dlatego jeżeli ksiądz często się uśmiecha wtedy mówią, że się wygłupia jeżeli bywa poważny i zamyślony, wtedy uważają go za wiecznie niezadowolonego i naburmuszonego. Jeżeli ksiądz jest powiedzmy przystojny, ludzie często będą się zastanawiać i plotkować: ciekawe dlaczego się nie ożenił? jeżeli jest ładny inaczej ludzie powiedzą: na pewno nikt go nie chciał i poszedł na księdza! Kiedy ksiądz stara się często odwiedzać swoich parafian i wobec nikogo nie przejdzie obojętnie, wtedy wielu uważa, że wtyka nos w nie swoje sprawy, jeżeli zaś przebywa stale na plebanii, to jest człowiekiem zamkniętym i nie interesują go problemy i codzienne życie innych. Jeżeli w kościele prosi lub dziękuje za ofiary na budowę czy remont kościoła, wtedy „mówi tylko o pieniądzach”; natomiast jeżeli nic nie organizuje lub nie buduje od strony materialnej, to wtedy ocenia go się jako słabego gospodarza, a parafię za martwą, w której nic się nie dzieje.
I tak można by jeszcze długo. Ale w tym wszystkim najważniejsze, że ludzie mówią o kapłanach. Źle byłoby, gdyby nic nie mówili. A to, że mówią świadczy o tym, że ludziom zależy na księżach.
Nie będę mówił wiele o kapłaństwie bo my księża wśród was pracujący opowiadamy o naszym kapłaństwie i o tym jak go traktujemy codziennie. Naszymi słowami, naszym zachowaniem, naszym życiem. W zasadzie chcę prosić tylko: módlcie się czasem za nas, żebyśmy chociaż próbowali dorastać do wielkości daru, jakim w niezasłużony sposób Pan Bóg obdarzył każdego księdza. I proszę o jeszcze jedno: módlcie się o nowe i święte powołania kapłańskie.