Autor: ks. Tomasz Orzeł
Przecież jak się człowiek śpieszy to się ….cieszy a co nagle to po…. Albo, że pośpiech jest wskazany w łapaniu pcheł. Nie chcę w przeddzień Wigilii mówić ani o diable ani o walce z insektami. Pomyślmy przez chwilę, co jeszcze muszę zrobić przed świętami? Co jeszcze muszę przygotować, jakie sprawy mam jeszcze do załatwienia? Ile czeka mnie jeszcze pracy? Czego jeszcze muszę dopilnować? Ile razy w tych myślach pojawiło się słowo Pan Bóg albo Pan Jezus?
Maryja z pośpiechem wybrała się w góry…. I to jest właśnie temat dzisiejszego kazania: Boży pośpiech. Skąd to słowo w ogóle w Ewangelii? Czy jest w życiu chrześcijanina miejsce na pośpiech, na gwałtowność, na szybkie działanie? Odpowiedzią jest postawa Maryi z dzisiejszej Ewangelii, która bez odkładania na później, bez marudzenia, najszybciej jak mogła, pomimo tego, że przecież była w stanie błogosławionym nie zastanawiała się długo nad wyruszeniem do domu Zachariasza i Elżbiety oddalonego od Nazaretu o jakieś 150 km. Te wydarzenia właśnie rozważamy zawsze odmawiając drugą tajemnicę radosną Różańca. Czego uczy nas Maryja?
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. W dzisiejszych czasach, a przed świętami szczególnie, żyjemy bardzo szybko, ciągle nie mamy czasu, żeby było szybciej skracamy słowa: sorki, spoko, nara. Nawet dzieci ciągle się spieszą razem z rodzicami, którzy je przewożą z miejsca na miejsce: z angielskiego na tenis, z lekcji tenisa do szkoły muzycznej, ze szkoły muzycznej na zajęcia plastyczne, wszystko w biegu. Wrzody żołądka, anemia, depresja, skurcze mięśni, migrena to tylko niektóre choroby spowodowane zbyt szybkim tempem życia. Dlaczego zatem pośpiech Matki Zbawiciela można uznać za dobry?
Bo Maryja miała w tym pośpiechu jasno określony cel. Wiedziała dokąd idzie. Do pewnego miasta w ziemi Judy. A my raczej przypominamy robotnika na budowie, który biegał w tę i z powrotem z pustymi taczkami. Był tak zagoniony, że nie miał nawet czasu załadować taczek. Obawiam się, że większość z nas nie stawia sobie zbyt często pytań typu: A dokąd ja właściwie się tak śpieszę? Czy naprawdę muszę żyć tak szybko? Czy moje dziecko musi mieć aż tak wypełniony czas zajęciami dodatkowymi, a rodzic, żeby za to wszystko zapłacić musi harować od świtu do ciemnej nocy? Dobry pośpiech, Boży pośpiech to jest pośpiech do jasno określonego celu. Wiem gdzie się spieszę. Ale żeby to wiedzieć, to muszę znaleźć czas na zastanowienie. A przecież nie mam czasu, bo się spieszę. Dokąd? Nie wiem….I tak się zamyka błędne koło. Uczmy się od Maryi sensownego, przemyślanego, przemodlonego pośpiechu. Maryja zanim z pośpiech wyruszyła do Elżbiety rozmawiała z Gabrielem, słuchała Bożego Słowa, tego co Pan Bóg ma jej do powiedzenia. Dlatego wiedziała dokąd ma się udać.
Maryja spieszy się, żeby spotkać się z Elżbietą. My często uciekamy przed sobą, żeby się nie spotkać, żeby ze sobą nie rozmawiać, nie dotykać trudnych tematów: nie mam czasu, nie dzisiaj, nie teraz, muszę już uciekać, spieszę się, dzisiaj nie dam rady się z Tobą spotkać…..A Maryja pozdrowiła Elżbietę. Czyli zwyczajnie zapytała: co u Ciebie? Wszystko dobrze? Czy mogę w czymś ci pomóc? Coraz częściej zamiast się spotykać – przechodzimy, wręcz przemykamy obok siebie. Patrzymy w telefon, w monitor, nasze spojrzenia się nie spotykają. Oczy są zwierciadłem duszy. Kiedy ostatni raz miałeś czas, żeby bliską osobę wziąć za rękę i spojrzeć jej w oczy. Powie ktoś: takie rzeczy to tylko w filmach albo a jakichś książkowych romansach. Być może…Być może da się zbudować szczęśliwe małżeństwo, dobrą rodzinę bez ciepła, bez życzliwości, bez spędzania razem czasu, bez rozmowy, warcząc tylko na siebie, robiąc sobie od czasu do czasu wypominki: Ty nie robisz tamtego a Ty zawsze mnie denerwujesz, bo zachowujesz się w ten sposób. Specjaliści mówią, że to czy dogadamy się porozumiemy z drugim człowiekiem w 30% zależy od naszej umiejętności słuchania, uważnego wsłuchiwania się w drugiego człowieka, z szacunkiem, bez wyśmiewania, bez upokarzania.
Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Maryja spieszyła się, by sprawić radość, by zabrać niepokój, zmartwienie a dać uśmiech, poczucie bezpieczeństwa, wsparcie. Niektóre tłumaczenia oddają to zdanie Elżbiety słowami: dziecko w moim łonie podskoczyło z radości. Warto tu przytoczyć słowa Papieża Franciszka: „Chrześcijanin jest człowiekiem radości. Czym jest ta radość? Czy to jest wesołość? Nie, to nie to samo. Radość jest czymś innym. Radość jest darem Pana. Tę radość znajdujemy w pewności, że Jezus jest z nami” – mówi Papież. Radość to także nie to samo co śmiech. Można śmiać się z kogoś, wyśmiewać kogoś, można się cieszyć z cudzego nieszczęścia, ale to przecież nie jest radość. Śpieszmy się kochać ludzi, tak jak Maryja. Śpieszmy się ludziom nieść radość. Pośpiech jest wskazany w Bożych sprawach. Pośpiech to potrzeba lub pragnienie zrobienie czegoś szybko, natychmiast. Maryja pospiesznie poszła do Elżbiety, ale potem już się nie spieszyła. Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.
Jutro Wigilia Bożego Narodzenia. Pewnie jeszcze trzeba coś przygotować, ugotować, kupić, uprasować, posprzątać. I być może trzeba się będzie spieszyć, żeby zdążyć przed pierwszą gwiazdką na niebie. Nie zapomnijmy jednak po co my to wszystko robimy, czy to jest konieczne? Nie zagubmy drugiego człowieka, nie mińmy go w pośpiechu, nie zostawmy go samego, nie pokłóćmy się przed świętami o jakiś drobiazg. Jeśli ktoś nie był jeszcze u spowiedzi to nie ma na co czekać. Trzeba się pospieszyć. Może trzeba się przynajmniej próbować z kimś pogodzić. Tu również wskazany jest pośpiech. Bo inaczej nie zrealizują się w naszym życiu słowa, które w ostatnich dniach często wypowiadaliśmy, i które słyszeliśmy: Radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Bo bez miłości radość nie istnieje.
Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie.