Autor: Agata Łucja Bazak
Czy obserwowałeś kiedyś pracę rolnika? Ja tak, i to wielokrotnie. Zresztą nie tylko obserwowałam jego pracę. Mój dziadek (od strony mamy) po II wojnie światowej wraz ze swoją żoną, a moją babcią prowadził gospodarstwo rolne odziedziczone po swoich rodzicach. (Zresztą mój dziadek pozostanie dla mnie na zawsze niezłomnym bohaterem, gdyż w czasie wojny walczył we Francji u boku generała Stanisława Maczka. Przeżycia wojenne i głód, jakiego doznał odcisnęły w jego sercu ogromne piętno, np. do końca swojego życia, w kieszeni marynarki nosił kawek chleba). Stąd wiem, jak bardzo praca na roli jest ciężka. I tak sobie myślę, że jest także taką modlitwą zanoszoną do Boga. A trud i wysiłek w nią włożony może nawet tą ciasną bramą i wąską drogą prowadzącą do życia wiecznego? Wszakże praca ma nas uświęcić. Ale w tej pracy, obecna ma być też modlitwa. Wielu świętych mówiło swoim synom duchowym, że modlitwa ma im towarzyszyć w pracy, jak preludium organowe, które tworzy zaplecze pracy. Ma prowadzić do Boga.
Praca mojego dziadka miała solidne fundamenty. Był to Bóg w Hostii ukryty. Opowiadał mi, jak codziennie rano chodził na Eucharystię, w ciągu dnia odmawiał Anioł Pański, a wieczorem pacierz i dziesiątek różańca. Mówił, że żyje skromnie, ale szczęśliwie, bo czuje błogosławieństwo Boże.
Myślę, że mój dziadek bardzo kochał Boga. Spotykał się z Nim w Eucharystii i karmił Jego Ciałem. Był świadomy obecności Chrystusa. A my? Kolejne pokolenie, często zapominamy, że na ołtarzu jest żywy Bóg, który czeka tam na nas. Inwazja tego świata zaciera nam obraz Boga i zagłusza jego cichą i niepozorną obecność, widoczną tylko dla tych, co mają serce czyste (por. Mt 5, 8). A Miłość Boga jest ukryta właśnie w Hostii świętej.
Eucharystia to jest ten krzak gorejący obecności Pana naszego (cytat za bp. Wacławem Świerzawskim). Jeśli prawdą jest, że w Eucharystii jest Chrystus – to w życiu wielu ludzi powinno być wszystko inaczej. Jeden z wczesnych Ojców Kościoła napisał takie wspaniałe zdanie: „Hymn Gloria, który śpiewamy podczas Mszy świętej, jest hymnem nie tylko aniołów, ale i ludzi, wyrażających sobie wzajemnie radość z powodu tego, że niewiasta już zapaliła lampę dla znalezienia zgubionej drachmy i że Pasterz Dobry pozostawiwszy dziewięćdziesiąt dziewięć owiec poszedł już na poszukiwanie zaginionej owieczki”. Człowiek, który zrozumiał, że w Eucharystii jest zmartwychwstanie i życie, zrozumiał sens życia. Zrozumiał, że tym sensem jest miłość, która się rodzi z ofiary, tak jak u Chrystusa, który dał się przybić do krzyża, aby Jego miłość, miłość Boża, poprzez wszystkie wieki mogła dotrzeć do wszystkich ludzi.
Zastanawiam się, a jakie są moje fundamenty? Jaka jest moja modlitwa? Modlitwa jest najtrudniejszą sprawą w życiu człowieka. Jej też trzeba się uczyć. A uczyć się modlitwy to powoli urzeczywistniać to, co jest celem ludzkiego życia: miłość Boga w człowieku. Ona jest najistotniejszym sprawdzianem dojrzałości chrześcijańskiej. Bez modlitwy nie ma więc prawdziwej miłości. Bez dobrej, autentycznej, dojrzałej modlitwy nie ma miłości Boga w człowieku. Jednak modlitwy nie można nauczyć się z książek, z rozmów, z kazań. Modlitwy nie uczy człowiek. Człowiek może tylko dać świadectwo modlitewnej więzi. Modlitwy uczy Bóg. Uczy Ten, który jest Partnerem dialogu: On sam dotyka człowieka i dzięki temu dotknięciu człowiek zauważa, że słowa i myśli, które wcześniej wypowiedział, są skierowane do Osoby, do Tego, który słucha i sam mówi – który jest.
Chrześcijańska postawa mojego dziadka była budująca. Często powtarzał, że jest szczęśliwy, bo ma Boga w sercu. Mówił, że wszystkie jego skarby znajdują się w niebie, gdzie „ani złodziej nie ma przystępu, ani mól je nie zniszczy (Łk 12, 33). Schowane są w najpiękniejszym i najbezpieczniejszym banku wszechświata. Schowane i pomnażane dla chwały Boga. A więc przez miłość, przez intencję, przez motywację mamy jednoczyć wszystko: czyny, myśli, cierpienia z Chrystusem i z Jego ofiarą składaną na Ołtarzu. Scalać swoje najbardziej intymne wnętrze z duchem Zmartwychwstałego przez eucharystyczną Komunię.
Dziś pytam, jak ten młodzieniec Jezusa: „Mistrzu co mam czynić, by osiągnąć życie wieczne, skarb najcenniejszy?”. I wiesz co? Odpowiedź jest taka: „Będziesz miłować Pana Boga swego z całego serca, z całej duszy i z całej myśli swej, i z całej siły swojej, a bliźniego jak siebie samego”. Popatrz prosta prawda. Przykazanie, które zostawił Bóg-Człowiek. „Miłuj i czyń co chcesz” – zawoła święty Augustyn. Prosta tajemnica życia wiecznego. Życia u boku Najwyższego Stwórcy, Pana Nieba i Ziemi. „Największym czynem Boga, aktem Boga jest Chrystus. Kto się do Niego zbliży, ten znajdzie pełnię życia. A kto poznał i umiłował Boga, ten ma się tą miłością dzielić z innymi”– powie z kolei średniowieczny teolog i filozof Duns Scotus. A Jezus? – Czyń to … – mówi, a będziesz żył … (zob. Łk 10, 28).