Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść:
Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności i odjechał.
Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana.
Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!
Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!
Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów.
Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
- Autor: św. Mateusz – nawrócony celnik, Apostoł i Ewangelista
- Czas powstania Ewangelii: ok. 75 r. n. e.
- Miejsce spisania: Antiochia Syryjska
- Adresaci: Żydzi lub chrześcijanie nawróceni z judaizmu
- Główna myśl dzieła: Jezus dla Mateusza jest Nowym Mojżeszem, który ustanawia nowy porządek prawny (nową Torę), oparty na przykazaniu miłości.
- Miejsce zdarzenia: Jerozolima
- Bohaterowie: Jezus; uczniowie (i inni słuchający?)
- Kontekst: Rozdziały 24 i 25 zawierają treści mówiące o paruzji, a więc o powtórnym przyjściu Jezusa. Bezpośrednio poprzedzają one wydarzenia paschalne, a więc mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. W 26,2 Jezus powie: «Wiecie, że po dwóch dniach jest Pascha, i Syn Człowieczy będzie wydany na ukrzyżowanie».
- Rodzaj: przypowieść z elementami alegorii
Ta przypowieść Jezusa wpisuje się w nurt opowiadań eschatologicznych podprowadzających czytelnika pod dzień paruzji. Już we wcześniejszych naukach Jezusa widzimy, że mówi On o Królestwie Niebieskim porównując je z wydarzeniem opisanym w przypowieści. Aby dobrze zrozumieć kontekst Jezusowego opowiadania o talentach warto by zacząć próbę zrozumienia dzisiejszej Ewangelii od słów, których de facto w tekście nie ma, ale intelektualne dodanie ich pomoże zrozumieć ideę wypowiedzi Jezusa: „W czasie ponownego przyjścia Syna Człowieczego będzie podobnie jak z człowiekiem, który mając udać się w daleką podróż…” itd.
O co chodzi z tymi… „talentami”? Odpowiedź jest dość ciekawa. Suma, którą pan przekazuje sługom jest wręcz niewyobrażalna. W I w. n.e. w Imperium Rzymskim 1 talent (talanton) odpowiadał 6 tys. denarów. Wynagrodzenie za dzień pracy przeciętnego pracownika wynosiło właśnie 1 denar. 300 dni w roku spędzonych w pracy, uświadamia nam, że wspomniany 1 talent to zapłata za 30 lat pracy. Idźmy dalej… 5 talentów to suma za 100 lat pracy, a 10 talentów… no właśnie suma ogromna, trudna do wyobrażenia i przeliczenia. Zauważmy, że dobrodziej, który udaje się w podróż i przekazuje hojne prezenty swoim sługom jest otwarty na ich własną inicjatywę. Nie sugeruje im, na co mają przeznaczyć otrzymane fundusze.
Pieniądz rodzi pieniądz, więc gdy tylko słudzy pożegnali swojego pana, zabrali się do roboty. Aby pomnożyć swój majątek z pewnością nie włożyli swoich pieniędzy do banku i nie czekali bezczynnie na odsetki, ale wzięli się za handel. Był to popularny sposób zarabiania w starożytnym Izraelu. Skąd wiemy, że nie chodzi tu o depozyt bankowy? Do „leniwego” sługi pan po powrocie mówi, że zrobiłby lepiej, gdyby złożył pieniądze w ręce bankierów, wtedy zyskałby choć trochę.
Ale czy wtedy istniały banki? Oczywiście! Każde większe miasto Imperium Rzymskiego posiadało swój bank. Żydzi więc mieli w nich składane swoje pieniądze. Bankowcy pełnili podobne funkcje do współczesnych nam pracowników banków: zamieniali waluty, przechowywali pieniądze w depozytach oraz obracali nimi na „giełdzie” w celach zysku. Ile mógł więc wynieść dochód z obrotu depozytem? Starożytne źródła podają przypadek, że zysk mógł sięgać nawet 14,2% wpłaconej kwoty. Sługa gnuśny zarobiłby więcej przy swoim lenistwie, gdyby wpłacił pieniądze do banku, a tak, zakopując je w ziemi, nie zarobił ani grosza. Ale skąd pomysł na… zakopywanie pieniędzy? Był to dość znany zwyczaj wtedy, kiedy państwo nie zaznawało pokoju, a więc w czasie wojny. Wówczas depozyt mógł być przeznaczony na potrzeby państwa, a tak, pieniądze zakopane gdzieś w polu były bezpieczniejsze… Powiedzmy… zawsze ktoś mógł je ukraść lub mogły zostać wywindowane do góry przez jakieś zwierzę… Możemy zastanawiać się, co było złego w zachowaniu gnuśnego sługi, który przecież miał dobre chęci. Musimy pamiętać, że Jezus w Ewangelii św. Mateusza często powtarza, że jego uczeń ma przynosić owoce, ma pełnić dobre czyny, czyny miłosierdzia, którymi wielbi Boga.
Powrót pana – kyriosa (κύριος) – przypomina więc uczniom powtórne i definitywne przyjście Chrystusa. Aż ciarki przechodzą na myśl, co będzie się wtedy działo… W następną niedzielę podczas czytania Ewangelii będziemy wsłuchiwali się w Słowo o sądzie ostatecznym. Sprawa dla tych, którzy ociągali się w swojej wierze i miłości nie będzie wyglądała kolorowo… Ale… nie uprzedzajmy przyszłego tygodnia.
Słudzy rozliczają się z panem. Pierwsi dwaj pomnożyli swoją sumę dwukrotnie. Obaj więc otrzymują taką samą nagrodę, mimo iż finansowo ich przychód bardzo się różnił. Pochwała od szefa: dobrze, sługo dobry i wierny, obietnica awansu: byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię oraz chyba najważniejsze – świętowanie z panem (wejdź do radości twego pana) – stają się największą nagrodą dla ambitnych sług. Kto więc pracuje w pocie czoła dla Chrystusa, mimo przeciwności może być pewien, że nagroda wieczna go nie minie!
Przychodzi i trzeci sługa, ten, który otrzymał jeden talent. Zaczyna tłumaczyć się lękiem i dystansem do swojego pana. Ale czy to rzeczywiście strach przed utratą majątku mógł go aż tak przyblokować? Dziwne wydaje się też określenie powracającego pana (Jezusa) jako twardego (σκληρὸς – skleros). W tej samej Ewangelii czytamy przecież, jak Jezus mówi: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie» (11,28-30). Czy rzeczywiście sługa miał podstawy, by uważać swojego Pana za… twardego? Oczywiście, że nie! Okazuje się więc, że powodem skarcenia sługi jest jego lenistwo i… nieszczerość w relacji z panem (Chrystusem). W końcu sługa zły otrzymuje swoją „nagrodę”. Zostaje wyrzucony na zewnątrz – w ciemności! Tam, gdzie jest/będzie płacz i zgrzytanie zębów. Jego jeden talent zostaje przekazany temu, który zyskał najwięcej. Jest to oczywiście nagroda za szczerość i lojalność względem pracodawcy. Jeśli ten dobry sługa aż tak przysłużył się dla Królestwa, pewne jest, że można powierzyć mu dużo więcej, w przeciwieństwie do tego lenia, na którym nie można w ogóle polegać, choć wiadomo, że warunki do rozwoju miał identycznie komfortowe jak jego koledzy.
w. 14:
– Ὥσπερ γὰρ ἄνθρωπος ἀποδημῶν ἐκάλεσεν τοὺς ἰδίους δούλους καὶ παρέδωκεν αὐτοῖς τὰ ὑπάρχοντα αὐτοῦ
– Hosper gar antropos apodemon ekalesen tus idus dulus kai paredoken autois ta huparchonta autu.
– “Podobnie zaś człowiek udający się na obczyznę zawołał swoich niewolników i przekazał im to, co należało do niego.”
Św. Mateusz wspomina dosłownie, że Pan przekazał majątek niewolnikom, tym bardziej pojawia się kontrast, gdy po powrocie owi niewolnicy cieszą się radością Pana, pewnie z nim ucztując.
w. 19:
– Μετὰ δὲ πολὺν χρόνον ἔρχεται ὁ κύριος τῶν δούλων ἐκείνων καὶ συναίρει λόγον μετ’ αὐτῶν
– Meta de polyn chronon erchetai ho kurios ton dulon ekeinon kai synairei logon met’auton.
– “Po zaś długim czasie przybywa pan sług tych i podnosi słowo z nimi.”
συναίρω λόγον – „podnosić słowo” – to wyrażenie w NT używane było na określenie „rozliczania się”, tak było też tłumaczone.
Zauważmy też, że w dosłownym tłumaczeniu Jezus mówi w czasie teraźniejszym (praesens), mamy natomiast możliwość tłumaczenia w tym wypadku czasu teraźniejszego przeszłym, tak by zachować logikę opowiadania. Pozwalają na to warianty składni języka greckiego, w tym wypadku taką „zamianę” czasu w tłumaczeniu nazywamy praesens historicum (czas teraźniejszy historyczny, a więc… przeszły).
w. 24a:
– Προσελθὼν δὲ καὶ ὁ τὸ ἓν τάλαντον εἰληφὼς εἶπεν· κύριε, ἔγνων σε ὅτι σκληρὸς εἶ ἄνθρωπος…
– Proselthon de kai o to hen talanton eilefos eipen: kyrie, egnon se hoti skleros ei antropos…
– “Przyszedłszy zaś i (ten, który) jeden talent otrzymawszy powiedział: panie, poznawszy ciebie, że twardy/szorstki/trudny jesteś człowiek…”
σκληρός – skleros; to słowo zapewne kojarzy nam się z dość powszechną chorobą, którą często się tłumaczymy, gdy o czymś zapomnimy… skleroza! Skleroza więc to choroba zatwardzająca umysł…
W Ewangelii św. Marka pojawia też się jeszcze jedna nazwa związana ze sklerozą…
σκληροκαρδία (Mk 10,4). Proponuję samemu dosłownie przetłumaczyć ten termin
i wpisać znaczenie w komentarzu pod dzisiejszym rozważaniem. Kto pierwszy?
Nagrodą będą pozdrowienia od Redaktora Naczelnego "Santeos.pl"!
w. 29:
– Τῷ γὰρ ἔχοντι παντὶ δοθήσεται καὶ περισσευθήσεται, τοῦ δὲ μὴ ἔχοντος καὶ ὃ ἔχει ἀρθήσεται ἀπ’ αὐτοῦ
– To gar echonti panti dothesetai kai perisseuthesetai, tu de me echontos kai ho echei arthesetai ap’autu.
– “Temu zaś mającemu wszystko zostanie dane i obficie mieć będzie, gdy zaś nie ma i co ma zostanie zabrane od niego.”
W obu przypadkach „zostanie dane” i „zostanie zabrane” pojawia się strona bierna, o której już kiedyś wspominałem… passivum divinum, a więc „zostanie dane/zabrane” w domyśle przez Boga.
Bez względu na to jaką funkcję pełnię w życiu, bez względu na to czy jestem księdzem, lekarzem, nauczycielem, biskupem, siostrą zakonną, mechanikiem samochodowym, mogę być pewien, że Bóg przekazał mi tyle, ile chciał przekazać. Otrzymałem tyle, ile było dla mnie przygotowane.
Pierwsze pytanie, które powinno rodzić się w nas po rozważeniu tego fragmentu Ewangelii niech więc brzmi następująco: co robię z bogactwem, z fortuną otrzymaną od Pana Boga? To, co Pan dał trzeba w sobie odkryć. Talenty, umiejętności, możliwości, powołanie, itp. Każdy ma coś ofiarowane! Nie powinniśmy mieć w żadnym wypadku kompleksów, chyba że niewłaściwie korzystam z tego, co zostało mi przekazane. Nawet jeśli dostrzegam w sobie jakąś niedoskonałość (a każdy patrzący realnie na swoje życie pewnie zobaczy w sobie braki w różnych dziedzinach życia) to i tak muszę mieć świadomość, że mam też w sobie coś, co otrzymałem tylko ja, mam swoją wyjątkowość, która także wpisana jest we mnie jako odzwierciedlenie doskonałości Boga. Teraz trzeba mi pielęgnować to dobro, które może dziać się przez moje ręce. I nie mogę się zrażać. Wspólnocie, w której jestem mam dawać to, w czym jestem dobry, najlepszy. Dawać, tzn. dzielić się, a nie egoistycznie i samolubnie patrzeć na siebie i narcystycznie się podziwiać.
Czas najwyższy zobaczyć swoją twarz w lustrze dzisiejszego Słowa. Nawet jeśli jestem dla siebie zbyt krytyczny, mam cały tydzień, ba, całe życie, by zobaczyć Bożą wyjątkowość, która jest we mnie, ten Boży talent. Dopiero później trzeba zacząć to pielęgnować, by wzrastało i wydawało plon… jak pieniądze w rękach bankowców, o których dziś powiedział mi Jezus.
…wejdź do radości Twego Pana!