ks. Tomasz Orzeł – Brak obecności to brak miłości [KAZANIE]

Autor: ks. Tomasz Orzeł

Dobrze znamy ten fragment Ewangelii św. Jana. Często go słyszymy np. na ślubach, rozważamy w Części Światła, kiedy odmawiamy różaniec. Ta scena nieraz jest nawet obecna w dowcipach i anegdotach. I to nie bez powodu. Bo jak mówią specjaliści Pan Jezus zamienił w wino ok. 680 litrów wody czyli mniej więcej ponad 900 butelek. Niejednemu z nas oko się zaświeciło. Ale chciałbym dzisiaj zatrzymać się tylko na pierwszym zdaniu: W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. I dzisiejsze słowo chciałbym poświęcić – wydaje mi się nieco zapomnianemu tematowi, związanemu z Uroczystością Matki Bożej Częstochowskiej – tematowi obecności. Maryja uczy nas dzisiaj w jaki sposób być w dobry sposób obecnym w życiu innych ludzi.

W jednym ze swoich artykułów ks. Dziewiecki, który jest jednocześnie psychologiem i terapeutą wyjaśnia różnicę pomiędzy „być” a „być obecnym”.

Oto kilkuletni chłopczyk bawi się w swoim pokoju z mamą. Po pewnym czasie mama wyjaśnia dziecku, że musi teraz pójść do kuchni, aby gotować obiad. Piotruś boi się jeszcze samotności, więc rodzice nie zostawiają go nigdy samego w domu. W opisywanej sytuacji chłopczyk jednak nie protestuje. Bawi się dalej. Jest spokojny. Mama wyszła wprawdzie z pokoju, ale dla Piotrusia ona jest tam nadal obecna. Piotruś jest pewien, że mama go kocha i cieszy się nim. Z tego powodu – mimo, że jej teraz nie widzi i nie słyszy – ufa, że mama nie wyszła z domu i że nie pozostawiła go samego. Jest pewien, że ona nieustannie nasłuchuje, co się z nim dzieje. Jeśli będzie jej potrzebował, to ona usłyszy najcichsze nawet wołanie syna i natychmiast pojawi się w jego pokoju. Ale gdyby w pokoju Piotrusia pojawiła się jakaś obca osoba, to wcale nie stałby się on dzięki temu spokojniejszy. Przeciwnie, mógłby się przestraszyć i rozpłakać. Chłopczyk nie potrzebuje tego, by ktoś z nim po prostu przebywał. On potrzebuje kogoś, kto jest dla niego obecny. Potrzebuje osoby, której obecność będzie wyrażała miłość i troskę.

Myślę sobie nawet o takich sytuacjach, kiedy obecność rodzica albo rodzeństwa napełnia lękiem, kiedy się boimy zostawać sami z osobami, przy których teoretycznie powinniśmy się czuć bezpiecznie. Myślę sobie o przemocy małżeńskiej. Myślę sobie o przemocy rodziców wobec dzieci. O przemocy psychicznej, o wyzwiskach, o przemocy wynikającej z awantur po alkoholu. Myślę także o przemocy dzieci wobec rodziców. I tej bezpośredniej ale też takiej przemocy ekonomicznej: nie dasz pieniędzy, to nie będziemy się Tobą zajmować, nie będziemy się o ciebie troszczyć. Tak jak mówi się o „złym dotyku” można też mówić o „złej obecności”. „Sześćset lat Maryjo z nami jesteś…” Maryja Częstochowska uczy nas dobrej obecności, obecności wrażliwej, wyczulonej na drugiego człowieka. Jak więc być obecnym, by z tej obecności rodziło się dobro?

Po pierwsze jest poczucie bliskości i zaufania. Jeśli ktoś jest dla mnie bliski, jeśli komuś ufam, to nawet jeśli fizycznie jest daleko to jest obecny w moim życiu. Taka świadomość, że ktoś jest dodaje mi siły, pewności siebie i otuchy. Także wtedy, gdy w danym momencie nie widzę tej osoby, ani nie słyszę. Także wtedy, gdy dzieli nas odległość tysięcy kilometrów. Ale można mieszkać – w tym samym kraju, w tej samej miejscowości a nawet w tym samym domu a jednocześnie być od siebie daleko. Czasem ten drugi człowiek jest fizycznie blisko ale nie jest obecny w moim życiu, nie interesuje się, nie obchodzą go moje radości i troski. Nie zauważa mnie. Niby ma oczy, ale mnie nie widzi, nie dostrzega ani mojego uśmiechu ani moich łez. Zupełnie inaczej niż Maryja, która z Obrazu Jasnogórskiego patrzy na nas matczynym wzrokiem.

Po drugie obecność jest nierozerwalnie związana z miłością. Brak obecności to brak miłości. Miłość karmi się obecnością. W naszych czasach boleśnie odczuwa się niedostatek wzajemnej obecności wśród ludzi sobie najbliższych. W wielu rodzinach niepokoi zwłaszcza brak obecności ojca. To duże niebezpieczeństwo szczególnie dla dzieci. I dla chłopców, którzy w tacie szukają wzorca i autorytetu mężczyzny. Jeśli ojciec im go nie da to znajdą go u kolegów z ulicy, albo w Internecie. Ale tam się nie nauczą męstwa i odpowiedzialności. Kiedy ojciec jest nieobecny w życiu córki, kiedy praca, znajomi, telewizor jest ważniejszy niż kontakt z własną córką w takiej dziewczynie rodzi się niezaspokojony głód męskiej obecności, bliskości, czułości. I bardzo często ją znajduje u pierwszego napotkanego mężczyzny, który da jej choćby namiastkę tego. Wchodzi bardzo szybko w nieodpowiedzialne znajomości i relacje. Czasem robi wszystko, wychodzi za mąż, rodzi dziecko, byle tylko być ważną przez chwilę dla jakiegoś mężczyzny, byle wyrwać się z domu, gdzie ojciec niby był a tak naprawdę był nieobecny.

Brak obecności to brak miłości. Jednak sama obecność nie wystarczy. Miłość to konkretne słowa i czyny. „Uczyńcie wszystko cokolwiek wam powie”. Napełnijcie stągwie wodą”. Maryja nie tylko jest obecna ale, co potwierdza choćby Jasnogórska Księga Cudów i Łask, jest obecna w bardzo konkretny sposób, przychodzi ludziom z pomocą w bardzo konkretnych sprawach. Tak jak każda matka chroni, karmi, pielęgnuje, wychowuje, wspiera nas swoim wstawiennictwem, ociera łzy, przywraca nadzieję. Uczmy się od Niej jak w dobry sposób być obecnym w życiu innych ludzi.

Komentarzy (0)
Dodaj komentarz