Portal Ewangelizacyjny Diecezji Sandomierskiej

Oaza – nuda czy błogosławieństwo?

0 3 159

Autor: Natalia Wójcicka z Woli Baranowskiej

Stereotyp. Każdy z nas z pewnością o jakimś słyszał. A to, że blondynki nie są zbyt mądre, a to, że Polacy mają przesadną skłonność do alkoholu, a to, że uczniowie szkół prywatnych mają mnóstwo pieniędzy, a przez to są zarozumiali i pyszni…  O Kościele także krążą różnorakie stereotypy. Mówi się, że to instytucja przestarzała, staroświecka, że nie idzie z duchem czasu, że nie ma w nim miejsca dla ludzi młodych.  Ten ostatni to jeden z takich, z którymi najbardziej się nie zgadzam. Dlaczego? Bo sama jestem młoda, a Kościół jest dla mnie domem. Jednak droga, aby to odkryć, wcale nie była prosta.  Chcę Wam dziś opowiedzieć moją historię bycia w Kościele i – co z tym nierozerwalnie związane – w Oazie.

Wspólnota nie taka straszna, jak ją malują

Zaczęłam od stereotypu, ponieważ o oazowiczkach także krążą niepochlebne stereotypy. Oazowiczka to brzydka dziewczyna w za dużym golfie, spódnicy po kostki i tłustym warkoczu. Wierzcie mi bądź nie, ale bardzo mija się to z prawdą.  Dziewczyny w oazie są zadbane, piękne i młode. No właśnie – młode. Oaza to jedna z wielu wspólnot, w których ludzie młodzi mogą się odnaleźć, a w konsekwencji odnaleźć swoje miejsce w Kościele.  A zaczynając od początku…

„Weszłam” do Oazy w okresie mojego nastoletniego buntu. Wtedy myślałam, że jestem dorosła, że mogę sama podejmować decyzje, że wiem, co dla mnie najlepsze. Teraz wiem, jak bardzo się myliłam. I między innymi dlatego zawsze mówię i będę mówić, że Oazie zawdzięczam swoje całe życie.  Moment swojego nawrócenia pamiętam jak dziś. Wtedy po raz pierwszy poczułam obecność Boga, że On jest ze mną, że KOCHA. Płakałam długie godziny, bo była to wiadomość totalnie rewolucjonizująca moje ówczesne życie. Po tym wydarzeniu zaczęłam chodzić na piątkowe spotkania wspólnoty w parafii, a niecały rok później pojechałam na pierwsze rekolekcje wakacyjne.  Co mogę o nich powiedzieć? Były dla mnie wielkim przeżyciem duchowym, wszystko było wówczas nowe, a przez to doświadczałam o wiele mocniej. Poznałam wspaniałych ludzi, zawiązałam niesamowite przyjaźnie i już wtedy wiedziałam, że chcę w Tym trwać.

Czy zawsze idzie „jak z płatka”?

Nie mogę powiedzieć, że bycie w Ruchu Światło-Życie jest dla mnie łatwe, choć kiedyś tak właśnie mi się wydawało. Wkraczając na kolejne etapy formacji, rozumiałam coraz więcej – od wiary, która opierała się na emocjach, wzruszeniach i oczekiwaniach, że zawsze będzie dobrze, przeszłam do momentu, w którym zrozumiałam, że – cytując słowa piosenki – „pustynia i ciemna noc jest łaską”.  Jezus powiedział, że od tego, kto więcej dostał, będzie się więcej wymagać. Mam świadomość, ile dała mi Oaza i właśnie dlatego wciąż chcę w niej być. I właśnie dlatego mówię otwarcie, że nie jest to dla mnie łatwe. Ksiądz Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Oazowego, wymyślił trudny charyzmat dla tej wspólnoty. Bo dawanie świadectwa całym swoim życiem, bycie dojrzałym chrześcijaninem, bezwarunkowa miłość do drugiego człowieka nie są łatwe.  Ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że są warte wspaniałych i błogosławionych owoców, które można dostrzec w swoim życiu i swoich bliskich.

Uwaga! Rozlana łaska

Więc co właściwie takiego dał mi Ruch Światło-Życie? Jak już mówiłam – dzięki temu żyję. A konkretniej – mam siłę do życia. To w Oazie nauczyłam się modlitwy. Modlitwy, w której zwracam się do mojego miłosiernego i dobrego Taty. To Oaza pokazała mi, że Bóg właśnie taki jest – że przede wszystkim jest miłością. To Oaza zabrała z mojego życia samotność. To dzięki Oazie zrozumiałam, że każde ludzkie istnienie – również moje – ma sens i ma misję do wykonania. To Oaza wzbudziła we mnie wielkie pragnienie świętości. To Oaza wskazała mi moje miejsce w Kościele – osoby młodej, pewnie trochę szalonej, nieraz nierozważnej – że moja obecność w tym, jak mówi papież Franciszek, szpitalu polowym dla grzeszników ma sens; dzięki Oazie wiem, że jestem potrzebna. Mogłabym wymieniać tak jeszcze długo, odnosząc się do każdego segmentu mojego życia, ale to nie jest ten czas.

Nie wiem, czy udało mi się oddać cały sens bycia w Oazie. Nie wiem, na ile przejrzysty jest ten tekst. Ale wierzę, że Bóg zrobi z tym to, co uważa za słuszne i najlepsze –ufam Mu i zgodnie z Jego wolą (i oazowym charyzmatem) daję świadectwo.

Komentarze
Loading...